Music

wtorek, 23 grudnia 2014

Cześć II- "Gra rozpoczęta"


"Jesteście promieniem nadziei, który rozprasza mrok samotności i dodaje odwagi do przezwyciężenia pokusy przemocy i egoizmu"
(Jan Paweł II)





Nazywam się Clarissa Duchanes. Mam szesnaście lat i pochodzę z siódmego dystryktu. W dniu Dożynek, czyli losowania biednych dzieci w wieku od dwunastu do osiemnastu lat z każdego Dystryktu aby uczestniczyły w krwawej grze, która ma zadowolić wrednego i przebiegłego prezydenta Snow'a, oraz naiwnych mieszkańców Kapitolu zostałam wylosowana na trybutkę osiemdziesiątych Głodowych Igrzysk. Rewolucja, która rozpoczęła się pod koniec trzeciego ćwierćwiecza poskromienia, czyli siedemdziesiątych piątych Igrzyskach nie przyniosła zamierzanego efektu. Teraz to ja mam być nowy Kosogłosem. Gwiazdą i ikoną nowej rebelii, którą zaczynam tworzyć podobnie jak poprzedni Kosogłos Katniss Everdeen. Najpierw bunt w formie nielegalnych wypadów poza mury dystryktu, potem wyzywające dla Snow'a stroje na paradzie oraz na wywiadach. Ten że strój przesądził o losie mojej stylistki Jeleny, która przed śmiercią z ręki tyrana wyjawiła mi większa cześć prawdy odnośnie mojego powołania. Dlaczego to akurat spotkało mnie?

***

Minuta. To mój czas aby zepchnąć problemy na drugi tor i zająć się rzeczywistością. Co widzę? Trybutów. Stojących na metalowych platformach lśniących w blasku słońca. W około widzę las, ale słyszę szum wody, oraz czuję chłód w powietrzu i żar bijący od słońca i podłoża, którym jest piasek.  Na środku wielkiej pusty połyskuje róg obfitości. Piękny i potężny.  Widzę pełno plecaków, broni i trochę prowiantu. Czy uda mi się po coś pobiec? Wyszukuję w najbliższych trybutach znajomych twarzy. Dostrzegam zdeterminowaną Ruby, przerażoną trybutkę z trójki, mojego sojusznika z dziesiątki, nieobecną duchem Madeline oraz Chucka patrzącego prosto na mnie. W ruch jego warg odczytuję "Nie idź do rogu, tylko pędź do lasu". Ale ja nie mam zamiaru go słuchać. Kręcę przecząco głową i odwracam od niego wzrok. Wpatruje się w połyskujący metal i oczyszczam myśli. Teraz nie zostaje mi nic innego jak czekać na odliczanie.
-Panie i Panowie! Osiemdziesiąte Głodowe Igrzyska czas zacząć!
-Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jedne....-Ogłuszający dźwięk rozbrzmiewa w mojej głowie, ale ja się mu nie daje. Biegnę ile sił w nogach. Nie jest zbyt łatwe, zważywszy na piaszczystą powierzchnię, ale potrzebuje jakiś rzeczy.  Dopadam do pierwszego lepszego plecaka, zabieram jakieś dwa długie kije i pędzę w stronę lasu. Przez najbliższe dziesięć minut nie zwalniam tępa, tylko pruję w głąb lasu. Dopiero czyjaś sylwetka kazała mi mi wyhamować, jednak nie obeszło się bez staranowania jej. Był to Chuck.
-Cóż za miła niespodzianka.
-Twój widok mnie tak nie cieszy.
-No wiesz, sądziłem że już Cię nie zobaczę. Kiedy pobiegłaś w stronę rogu nie widziałem żadnych szans na twoje przetrwanie.
-Widzisz jednak jestem cała i zdrowa. I przynajmniej mam jakąś broń, nie to co ty. Warto we mnie tak nie wierzyć?
-Lepiej byłoby mi to zrobić, gdybyś na mnie nie leżała. Ale nie mówię, ta sytuacja jest dla mnie cudowna- Jego wredny uśmieszek stanął mi przed oczami. Dopiero teraz zorientowałam się, że leże na nim plackiem a nasze twarzy dzieli zaledwie parę centymetrów. Czym prędzej z niego wstałam i otrzepałam ubranie. Nie kwapiłam się, aby mu pomóc. Usiadłam wygodnie pod drzewem, odłożyłam na bok broń i zajęłam się sprawdzaniem zawartości plecaka. W środku był woreczek suszonych owoców, długa lina, niewielki nóż, bidon na wodę oraz gruby polar i okulary przeciwsłoneczne. Dość zróżnicowany ekwipunek, ale nadal nie wiemy jak zbudowana jest arena.
-No i co tam masz?
-Nic co by Ci było do szczęścia potrzebne.
-To możesz mnie chociaż obdarować jednym kijem?- Własnie. Broń. Nawet nie sprawdziłam, co udało mi się zabrać. Wzięłam do reki oba kije i uważnie im się przyglądnęłam. Pierwszym z nich był trójząb, który chcąc nie chcą musiałam oddać Chuckowi.  Drugi był dość dziwny. Na jednym końcu trójząb a na drugim włócznia. Sprytne połączenie.
-Nie wierzę.- Chuck wstał i wyrwał mi z rąk trój-włócznie.- Udało Ci się zwinąć broń Snooky.
-Kogo?
-Trybutki z piątki. Obecnej mentorki. Na jej Igrzyskach modne były trójzęby dlatego aby się wyróżniać przyczepiła do drugiego końca ostrza. Wyrznęła czymś takim około osiemnastu trybutów, dzięki czemu wygrała.
-Super.
-Dobra koniec jarania się i wypoczywania. Trzeba znaleźć resztę naszych.
-Chyba twoich. Moja jest tylko Abby. Jak myślisz gdzie są?
-Wszędzie. Planuję udać się do rogu obfitości i sprawdzić, ile rzeczy zostało. Może będziemy musieli zabrać większość brani dla reszty.
-Będziemy ich służącymi, ale frajda.- widząc minę Chucka zachichotałam, wstałam i ruszyłam w stronę Rogu. Przez cały czas szliśmy gęstym lasem. W oddali było słychać szum wody. Chłodny wiatr wywoływał na moim ciele gęsią skórkę. Wtedy usłyszeliśmy przerażający krzyk, a po nim rozległ się wystrzał armaty. Pierwsza osoba umarła. Chciałam iść sprawdzić, czy to nie Abby, ale Chuck powstrzymał mnie ruchem ręki.
-Zabójca może się tam jeszcze czaić. Chyba nie chcesz umrzeć za wcześnie?
-Nie masz pojęcia czego chce.-ignorując jego próby zatrzymania mnie, bardzo cicho ruszyłam w stronę, z której było słychać krzyk. Jednak musiałam się pośpieszyć. Słychać już było z oddali nadlatujący poduszkowiec, który miał zabrać ciało. Jednak nie dało mi było ujrzeć ofiary ponieważ, coś a raczej ktoś się na mnie rzucił i uderzając głową o kamień straciłam przytomność.
Po jakimś czasem odzyskuję świadomość i kontrolę nad moim ciałem. Ostrożnie podnoszę się do siadu, jednak zważywszy na przeszywający ból głowy jest to trudne. Orientuje się w terenie. Jestem centralnie przy Rogu Obfitości. Gorący piasek parzy mnie w tyłek, więc czym prędzej poderwałam się na równe nogi. Bijący żar słońca był nie do wytrzymania, a mój osłabiony już organizm nie był na to uodporniony.  Po chwili stania i próbowania przejrzeć na oczy, postanowiłam ruszyć w stronę ledwie dla mnie widocznych czarnych sylwetek. Jednak ta sztuka mi się nie udała, ponieważ po chwili znowu straciłam kontakt z rzeczywistością i runęłam do tyłu.
***

-Myślisz, że wszystko z nią w porządku? 
-Jak może być skoro najprawdopodobniej ma wstrząs mózgu? Pomyśl trochę dziecko!
-Ej nie krzycz na nią. Nie jej wina, że ma ledwie dwanaście lat i ograniczoną wiedzę. 
-Możecie się wszyscy zamknąć? Chyba się budzi.-Powoli zaczęłam ruszać powiekami. Czując chłodny powiem wiatru na twarzy, stwierdziłam, że słońce musiało już zajść więc otworzyłam szeroko oczy. Spotkałam cztery pary oczu bacznie na mnie patrzących. Chociaż trzy z nich na pewno znałam, zerwałam się na równe nogi gotowa do walki. 
-Hey, spokojnie Clary. To tylko my.
-My to znaczy kto?
-Anabeth, Chuck, Abigail i Adam. 
-Kim do cholery jest Anabeth? 
-Trybutka z dwunastki. Średni wzrost, ciemne, długie włosy, jasna cera, brązowe oczy.
-Dobra, kojarzę. Co się stało? 
-Zemdlałaś.
-To pamiętam. A jeszcze wcześniej?
-Moja wina-dziewczyna, która mówiła wcześniej za wszystkich, Anabeth, niepewnie do mnie podeszła i zaczęła się tłumaczyć.-Szłaś prosto w łapska zawodowców. Wysłali na ciebie Christiana i gdybym Cię wtedy nie powaliła, dostałabyś dzidą w serce.
-Okay. Kim jest Christian?
-Trybut z mojego dystryktu- odpowiedziała Aby z żalem w głosie. Czyżby ją zdradził? Dawał złudne nadzieję na pomoc, a teraz opuścił i próbował skrzywdzić? Niech no ja go tylko dorwę....
-Okay, nasza księżniczka się obudziła, więc możemy obgadać w końcu plan działania. Jak już wcześniej wspomniałem musimy znaleźć naszych sprzymierzeńców.
-Zaraz, to nas jest więcej?
-Oczywiście. Przecież poinformowałem Cię o zawarciu dużego sojuszu. Zapomniałaś?
-Cóż nie sądziłam, że sojusz większy niż pięć osób może zaistnieć.
-Jak widzisz nasz szesnastoosobowy w niedalekiej przyszłości może zaistnieć.
-Ilu?!-rozwarłam szeroko oczy. Czy żeby móc uciec z tej durnej areny, potrzebujemy aż połowy trybutów? To są jakieś jaja...... Katniss żeby się stąd wydostać potrzebowała czterech osób..... plus ludzie z zewnątrz, ale to inna bajka. Aż się boje pomyśleć ile rebeliantów z zewnątrz oferuje nam swoje usługi.- Dobra. Macie pomysł gdzie mogą być?
-Wiemy, ze jeden przyłączył się do zawodowców a reszta gdzieś się szlaja po tym lesie, piachu i górach.
-Czekaj czyli mam rozumieć, że jeden z naszych chciał mnie zabić?
-Tak. Widocznie odmieniły się jego poglądy co do ciebie i całej akcji. -Cóż nie dziwię się mu. Gdybym to ja była na jego miejscu, też bym sobie nie ufała. Kiedy tak rozmawialiśmy i wymienialiśmy się opiniami na temat całej rewolucji oraz ustalaliśmy dalszy plan działa, pewna myśl przeszła mi przez głowę. A raczej nie myśl, tylko prawda o której widocznie nikt nie pamięta. Uświadamiając to sobie przełknęłam głośno ślinę i uciszyłam obecnych gestem reki.
-Czy my jesteśmy normalni? Gadam na cały regulator o naszych niebezpiecznych planach, przecież na całej arenie jest masa kamer, które rejestruj również nas głos. Przecież oni, tam wszystko słyszą, co nie?-Abigail i Anabeth przejęły moje obawy i popatrzyły na chłopców, którzy szczerzyli się jak dzieci na widok lizaków.
-Och, dziewczęta.-odezwał się Adam.- Nie mówiliśmy Wam o niczym, gdyż chcieliśmy ujrzeć te przerażone miny.-moja mina wyrażała teraz wielką chęć mordu.-Otóż kiedy wszyscy się rozproszyliśmy, poleciałem z tym mózgowcem z trójki. Zastraszając go ostro dla efektu i trzymając się ustalonego wcześniej szyfru, przekazałem mu znak aby zaczął działać. On i jego koleżanka z dystryktu są znacznie mądrzejsi od tych matołów z Kapitolu. Ten mały blondas totalnie uszkodził monitoring areny, tak, że Ci idioci z centrum dowodzenia są wstanie jedynie odzyskać obraz, który i tak nie jest cudownej jakości. Dlatego nikt nas nie słyszy. I nikt nie może odczytać słów z naszych ust, ponieważ obraz za bardzo drga. Plan idealny.
-Świetnie. To gdzie ten mózgowiec jest teraz?- po moich słowach pozostała czwórka popatrzyła na siebie i nie kwapiła zbytnio do udzielania mi odpowiedzi.-Pytam, gdzie on do cholery jest?!-podniosła ton głosu i dzięki temu nakazałam im podnieść na mnie wzrok. Wszystkie oczy po części wyrażały smutek, więc łatwo mi było się domyśleć gdzie on jest.
-Poza areną.
-Martwy.
-Z poderżniętym gardłem.
-I genialnym mózgiem w swoim martwym ciele.
-Chuck! Ten chłopak nie żyje, a tobie się na żarty zachciało?! Ile on miał lat? 14?15? Spróbuj mi wmawiać, że poświęcił się, to zaraz ty również do niego dołączysz.- podniosłam się z gorącego piasku i zniknęłam wśród drzew dziwnego lasu. Jeżeli tak to ma wyglądać, to ja pasuje. Nikt nie będzie ginąc dla rebelii. Nikt nie będzie umierać w imię, czegoś co beze mnie nie zaistnieje. A ja nie potrafię żyć z myślą, ze ludzie się poświęcają- dla mnie. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hello!
Tak, wiem osoby które kiedykolwiek czytały tego bloga i liczyła na rozdział, pewnie mają ochotę mnie zabić. Wiem, rozdział miał być Bóg wie kiedy i na prawdę przepraszam Was że to tyle trwało!
Rozdział słaby, ale mam nadzieję że ktoś przeczyta i nawet skomentuje. Nie wytykajcie mi błędów ani niczego, bo wiem ze na pewno jakieś są a nie chciało mi się już sprawdzać rozdziału. Tak więc czytajcie, komentujcie, zabijajcie itp. :)
Przy okazji życzę Wam Wesołych Świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze oraz szalonego Sylwestra spędzonego z najlepszymi przyjaciółmi :)
Pozdrawiam,
Natalia G
xoxo

wtorek, 4 listopada 2014

"Somewhere at the end of the world"-fragment.


No, więc tak. Postanowiłam, że na wstępie wyjaśnię powód mojej długiej nieobecności i powód dla, którego pojawia się ten dziwny post. Otóż straciłam totalnie wenę. Od dwóch miesięcy nie napisałam nic sensownego. Kilka razy zabierałam się do pisania, ale po napisaniu kilku zdań wszystko kasowałam i zaczynałam od nowa. Obiecuję, że jak tylko odzyskam moje pomysły co do tej historii, szybko wszystko napisze i dodam rozdział. Nie gniewajcie się błagam :) Głównie Idzik, która jest pewnie postanowiła zapomnieć o moim blogu i w głębi serca mnie nienawidzi, za to iż tak długo nic nie dodaję. No, ale cóż takie życie. 
Ta notka jest tak jakby reklamą. Moja koleżanka postanowiła spróbować swoich sił w napisaniu jakiegoś opowiadania. Gdybym czytała aż tak nałogowo różne blogi jak ona, też bym się na to zdecydowała. Tak, więc prezentuje Wam fragment jej wypocin. Jeżeli dostanie on przychylne opinie w niedalekiej przyszłości osoby zainteresowane, będą mogły się zapoznać z całością i dalszymi wydarzeniami. Zapraszam do czytania i komentowania i miejmy nadzieję, że niedługo znowu do Was napiszę. Buziaki :* 


~~~


Wylądowałam w szpitalu. Tak wiem, to musiało się tak skończyć. Nie jadłam przez kilka dni. Szwendałam się po parku godzinami. Wieczorem wracałam pijana. Nie spałam po nocach. Piłam 3 kawy dziennie, siedziałam przed wyłączonym telewizorem bez celu. Czasami wyglądałam przez okno na park, gdzie ludzie żyli sobie beztrosko. Nienawidziłam patrzeć na zakochane pary. Miałam ochotę podbiec do nich i krzyczeć, żeby nie mizdrzyli się pod moim domem. Pewnie uznali by mnie za wariatkę, ale tak właśnie jest. Bolał mnie każdy mięsień, nawet przy najmniejszym wysiłku. Normalni ludzie poczuli by strach i niepewność, ja jednak nic nie czułam. Dopóki nie powiedzieli mi, że będę miała operację, która zdecyduje o moim życiu. Poczułam strach i narastającą we mnie panikę i jednocześnie ból w żebrach. Przez chwilę miałam problem z opanowanie mojego oddechu. Serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłam odpędzić od siebie niepewności, czy to nie jest mój ostatni dzień życia. Do operacji zostało kilkanaście minut. Lekarze obiecali, ze zrobią wszystko co w ich mocy, aby mnie uratować. Nie wierzę im. To tylko puste słowa, które kierują do każdego pacjenta przed śmiercią. Byłam coraz bardziej pewna, że to będzie mój koniec. Że skończę jako 23-latka nie mająca przyjaciół ani rodziny. Może to i dobrze? Nikt nie będzie za mną tęsknić ani rozpaczać.
No wreszcie. Przyszły pielęgniarki. Wyglądały młodo. Jedna z nich była brunetką z brązowymi oczami i odstającymi uszami. Druga była blondynką, bardzo szczupłą o zielonych oczach. Jej włosy sięgały do ramion. Miała warkoczyki. Brunetka zapytała się mnie czy ktoś na mnie czeka. Powstrzymując łzy pokręciłam przecząco głową.  Nie próbowały kryć zdziwienia ani współczucia. One też mi powiedziały, że wszystko będzie dobrze. Tym razem nie udało mi się powstrzymać łez. Wytarłam je szybko płachtą, aby nikt ich nie zobaczył. Wjechałam na salę. Zauważyłam trzech lekarzy. Jedne z nich wytłumaczył mi jak to będzie wyglądać. Wstrzykną mi środek usypiający, abym nic nie czuła i nie widziała co będą robić. Poczułam, że odpływam. Mieli rację.

środa, 23 lipca 2014

"Tick, tock, tick, tock"

"Czas nuży i męczy tylko tych co żyją zajęci jedynie błahymi troskami" 



-Wszystkich trybutów prosimy o zebranie się i ustawienie dystryktami w kolejności od pierwszego do dwunastego zaczynając od dziewcząt w przedsionku obok sceny! Program rozpoczynie się za trzy minuty!-Teraz to solidnie spanikowałam. Blada jak ściana z przytłaczającymi mnie pytaniami, na które nie znałam odpowiedzi ruszyłam w stronę Kayli, która podskakiwała i piszczała z wrażenia. Jak ona sobie jeszcze nie połamała nóg na tych butach? Ja ledwie idę w szpilkach, które są o jakieś 10 centymetrów niższe od Kayli. Dobra! Koniec myślenia o mało istotnych sprawach. Za jakieś pół godziny wyjdę na tę scenę, usiądę na mam nadzieję miękkim fotelu i będę rozmawiać z Caesarem. Piękniejszego momentu nie można sobie wyobrazić. Zmierzając do pomieszczenia wskazanego przez piskliwy głosik w głośnikach ogarniała mnie narastająca panika. Dlaczego to musi być tak stresujące? Czemu nie mogę zachowywać się jak reszta trybutów? "Ponieważ poniekąd udajesz twarda. Tak naprawdę jesteś słaba jak stare drzewo." Czy ktoś pytał Cię o zdanie? Jeśli podczas wywiadu będziesz coś podpowiadał, znajdę sobie inny mózg. "Niby jak geniuszu?" Kiedyś na pewno wymyśla przeszczep mózgu. Zobaczysz, będę pierwszą klientką.
-Pierwszy trybut proszony o podejście do schodów. Życzymy Wam wspaniałych wywiadów.-ludzie kto zatrudnia te spikerki? Zaraz normalnie błona bębenkowa mi pęknie. Wspaniała Ruby własnie znikła za ściana, a wszystkie oczy skierowały się na niewielki telewizorek znajdujący się w przedsionku. Pewność siebie jaką prezentowała Ruby nie znała granic. Gadka o tym jak ona pozabija wszystkich, że wróci tutaj i będzie znowu rozmawiała z Caesarem przyprawiała mnie o mdłości. Jednak chyba tylko ja miałam takie odczucia. Reszta trybutów z wielką ciekawością pochłaniała jej słowa, a kiedy kończyła swą wypowiedź wielu oddychało z ulgą. Co tu się właściwie dzieje? Kiedy na scenie pojawił się chłopak z trójki wszyscy (oprócz mnie) wstrzymali oddech. Zaczęłam rozglądać się po wszystkich, jednak nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Dopiero kiedy wywiad się skończył, a na scenę została zaproszona Madeline natrafiłam na spojrzenie Chuck'a. Jednak było ono inne niż do tych czas. Patrzył na mnie z troską, współczuciem.... uczuciem. Czy dzisiaj wszyscy powariowali? Moje spojrzenie było obojętne, jednak po chwili wbrew mojej woli przerodziło się w pełne nienawiści i pogardy. W sumie zasłużył sobie na to. Ludzie, którzy tają przede mną rzeczy związane z moją osoba nie zasługują na moją przyjaźń ani nawet szacunek. Po chwili zniknął z mojego pola widzenia. Jeszcze tylko czterech trybutów i moja kolej. Co jeśli nie wytrzymam i rozbeczę się jak małe dziecko? Albo powiem coś, czego będę potem żałowała? I tak pewnie nie raz powiedziałam za dużo i w swoim czasie zostanie to wykorzystane przeciwko mnie, ale tutaj jest większe ryzyko. Informacje trafią prosto do Snow'a, a nie zmodyfikowane prze kilkanaście osób. "Dobrze, Clary weź głęboki oddech. Postaraj się przez chwilę nie myśleć o niczym." Czy nie powiedziałam Ci..."Bla, bla, bla. Jak już mówiłem uspokój się. Oczyść swoje myśli, wyłącz się całkowicie z otoczenia. Zapomnij o wszystkim co się zdarzyło i co ma się zdarzyć." Zapomnieć. Nie myśleć. Wyłączyć się.

***

-Clarisso, wiele o tobie słyszałem.
-Na prawdę?
-Naturalnie. Któż by nie słyszał o dziewczynie z popiołu!
-A, więc tak mnie nazywacie. Nie było czegoś lepszego? Popiół mi się źle kojarzy...- weź głęboki oddech. Na razie nic się nie dzieje. Wszystko jest okay.
-No tak... Wybacz, że poruszę ten temat, ale moi widzowie lubią czasem uronić łezkę. Jesteś sierotą, prawda?-O nie za szybko do tego przeszedł. Tylko nie płacz, tylko nie płacz....
-Tak. Od sześciu lat.
-Czy opowiesz nam jak to się stało?
- Spróbuję. Byłam wtedy.... na drugim końcu naszego dystryktu. Lubiłam przebywać od czasu do czasu w samotności. Teraz to dla mnie codzienność. Usłyszałam krzyki, oraz dostrzegłam dym z okolić, gdzie znajdował się mój dom. Bez zastanowienia tam pobiegłam. Kiedy już tam byłam, zobaczyłam palący się dom. Wszystko co w nim przeżyłam, te dobre jak i złe momenty, w jednym chwili po prostu były pożerane przez płomienie. Kawałek dalej dostrzegłam trzy martwe ciała, oraz moją matkę, która na kolanach błagała strażnika aby ją oszczędził. Jak dobrze wiecie, albo i nie, strażnicy w siódmym dystrykcie nie znają skruchy. Po prostu na moich oczach z całej siły uderzył ja zakrwawionym batem. Nie było już dla niej ratunku.-Poczułam napływające mi do oczu łzy. Nie! Clary uspokój się w tej chwili! Zamknęłam oczy i spuściłam głowę. W głębi duszy modliłam się aby Caesar nie drążył już tego tematu, oraz abym się nie rozkleiła.
-To na prawdę przykre. Musiał być to dla ciebie wielki cios. Ale jak wiemy pozostała Ci jeszcze ciotka.
-Tak. Jesteśmy, że sobą bardzo blisko. Z tego co wiem, źle zniosła rozłąkę ze mną. 
-Wszyscy wiemy, że ta rozłąka nie musi trwać wiecznie. Tegoroczni zawodnicy są sobie bardzo równi i ciężko nam wyłonić faworyta. 
-Nie wątpię w to. Mam jeszcze nadzieję, że kiedyś zobaczę moją kochaną ciocię i....-zamilkłam. Nie mogę teraz mówić o Sebastianie bo się całkowicie rozkleję. Nasze relacje może i zawsze były tylko przyjacielskie, ale po tym co stało w dniu Dożynek.....
-I kto Clarisso? Śmiało podziel się tym z nami. Czy chodzi o twojego przyjaciela?-to słowo bardzo podkreślił... Czyżby wiedział o nas coś więcej? Ledwie widocznie kiwnęłam głową.
-Dobrze nasz czas dobiega powoli końca. Czy twoja cudowna stylistka, przygotowała jakąś niespodziankę dla nas?
-Cóż.... z tego co mi mówiła tak. Jednak nie zdradziła co mam zrobić. Kazała skupić się na różach...- Nie miałam najmniejszej ochoty zachwycać tej bandy błaznów. Doskonale widziałam co mam robić.
-No własnie róże. Co mają oznaczać?
-Śmierć. A raczej zmarłe osoby mi bliskie. Ta symbolizuje mamę-delikatnie wyciągnęłam ją z włosów, pokazał dokładnie wszystkim i rzuciłam pod nogi.-Ta tatę-zrobiłam to samo co z poprzednią-Ta mojego brata, a ta..... zmarłą siostrę.-kiedy dwie ostatnie znalazły się tam gdzie poprzednie coś się stało. Jak zaczarowane ułożyły się w niewielki okrąg, a jakaś dziwna siła zaciągnęła mnie do niego. Wtedy róże zaczęły się palić, po nich tył mojej sukienki stanął w ogniu i po chwili cała byłam nim spowita, tylko znowu nic nie czułam. Wtedy jakby pod wpływem wiatru ogień zniknął ze mnie i zaczął samoistnie latać nad sceną. Cztery podłużne pasy ognia latały tam i z powrotem aż nagle wszystkie się zderzyły, powodują wielki huk i rozbłysk. Fajerwerki. Ale nie zwykłe fajerwerki. Zamiast zostać po nich trochę dymu, spod blaknącego światła "wynurzył" się strzelający napis- "Kosogłos Powstanie." Wszyscy byli tak zachwyceniu całym widowiskiem, że nie zwrócili uwagi na napis. Snow natomiast na pewno go zauważył. Kiedy wszelakie iskry wygasły wszystkie kamery i pary oczów skierowały się na mnie. Znowu byłam cała brudna. Jednak tym razem miałam na sobie ciężką czarną suknię, której dół ciągle płonął. W ręce natomiast trzymałam ogromne pióro. Pióro Kosogłosa.

***

-Co to do cholery miało być?-siedział w lodowatym pomieszczeniu, w którym wszystkie ściany były obite metalem. Na środku znajdowała się podłużna, przezroczysta tuba, do której za dziesięć minut miałam wejść. Wrzeszczałam na Jelenę, za jej lekkomyślne zachowaniu. Po moim wywiadzie Publiczność była zachwycona, ale nie władze. Zostałam odesłana właśnie do tego pomieszczenia wczorajszego wieczoru, pod eskortą chyba dwudziestu strażników. Dostałam dużą miskę wody, mydło i ręcznik, aby zmyć z siebie sadzę. Nie mam pojęcia jak zakończyły się wywiady, co pomyślały Johanna i Kayla o całym zajściu. Nie miałam sposobności, żeby nawet podziękować im za wszystko i powiedzieć głupiego "cześć" na do widzenia. Nie mogłam pożegnać się z tym cudownym mieszkaniem, pokojem, które służyły mi przez ten cały czas. Wszystko przez Jelenę.
-Nie krzycz na mnie. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy abyś była bezpieczna. Nie wszyscy chcieli abyś to ty była przywódczynią.
-O czym ty mówisz? O czym wy wszyscy mówicie? Jaką przywódczynią?
-Obiecałam, ze nic nie powiem, ale niewiedza nie pomoże Ci w tym do czego zostałaś wybrana. Nie przez przypadek zostałaś wylosowana. Cała kula z karteczkami zawierała twoje imię i nazwisko. Wszystko było ukartowane.
-Co?
-Przez wiele lat byłaś obserwowana przez naszych szpiegów za równo w siódemce jak i Kapitolu. Każde nagranie jakie zawierało twoją osobę, było dostarczane do naszej bazy w trzynastce i dokładnie analizowane. Tutaj Johanna kazała Ci nie ujawniać swoich umiejętności, tak? Nasz prezydent, Jackon, powiedział, że lepiej będzie jeśli inni nie będą widzieć w tobie nic nadzwyczajnego. Przeliczył się. Zawodowcy są o ciebie zazdrośni i na arenie nie będą się trzymać planu. Musisz wiedzieć, że to co będą robić oni oraz trybuci z dziewiątki, jest wbrew planu i będziesz musiała ich zabić. Rozumiesz?
-Tak mi się wydaje. Możesz trochę zwolnic i zacząć od...
-Nie mam na to czasu! Za chwile przyjdą strażniczy, aby mnie zabrać i zabić. Poświęcam swoje życie dla ciebie, gdyż wierze że dasz rade i wyzwolisz wszystkich spod władzy tyrana. Wiem, że jesteś na tyle inteligentna i doświadczenia życiowe pomogą Ci wymyślić wspaniały plan. Na arenie musisz zwerbować ludzi z trójki, bo tylko oni będą w stanie obejść wszelkie zabezpieczenia elektryczne i innego typu. Będziecie musieli wszyscy współpracować aby pozbyć się pozostałej siódemki i wydostać z areny.
-Pozostało pięć minut czasu.
-Mało. Za mało. Pamiętaj o wszystkim co Ci powiedziałam. Nie główkuj nad tym teraz. Ubieraj kostium.
-Jeleno, ale ja nie rozumiem. Dlaczego ja mam ich prowadzić do zwycięstwa? Czemu mam zabić siedem osób, skoro mówiłaś, że przeciwko są zawodowcy, czyli w tym wypadku cztery osoby i trybuci z dziewiątki, czyli razem sześć.
-Wśród Was jest zdrajca. Ubieraj buty.-Niczego z tego nie rozumiem. Czy tak ma wyglądać nowa rebelia? Wyobrażałam ją sobie inaczej. Zwłaszcza osobę, która miała przewodzić. To nie mogę być ja! Nie nadaję się do tego.... Mój strój był identyczny jak ten z treningów. Jelena starannie upięła mi włosy w wysokiego kucyka a wszystkie odstające krótsze włoski spina wsuwkami.-Wyglądasz świetnie. W prawej nodze masz ukryty...-nie wypowiada tego na głos, chociaż i tak mówi przyciszonym głosem. Monitoring w Kapitolu jest szczególnie przewrażliwiony na głos. Kiwam twierdząco głową na znak, że rozumiem, chociaż i tak nie wiem co mam ukryte w nogawce. Strój jest trochę grubszy niż ten z treningów.
-Pozostała minuta.-strach powoli przejmuje kontrole nad moim ciałem. Bez zastanowienia przytulam się do Jeleny.-Dziękuje Ci za wszystko.-szepczę. Odrywam się od niej po czym zerkam w oczy i bez głośnie mówię, żeby uciekała, jednak ona tylko się uśmiecha, przecząco kiwa głową i z całych sił wpycha mnie do tuby.
-Trzydzieści sekund.-Nie mam możliwości aby uratować Jelenę. Po wkroczeniu na metalowa tarczę drzwiczki w mgnieniu oka się zamykają uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę. Obracam się w okół własnej osi szukając najmniejszej szczelinki, która mogłabym rozwalić i wydostać się z tej małej przestrzeni.Po chwili nieudanych poszukiwań obracam się w stronę gdzie przed chwilą stała Jelena. Jednak nikogo tam nie zastaję. Gwałtownie rozglądam się po pomieszczeniu, jednak nie widać w nim żywej duszy.
-Jelena? Jelena?!-walę pięściami o twarde szkło. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi. Gwałtownie podniosłam wzrok. Zamarłam. W drzwiach stał nie kto inni jak Snow. Ubrany w idealnie czarny garnitur, z idealnie zaczesanymi siwymi włosy, wpatruje się obojętnym spojrzeniem.
-Dziesięć, dziewięć, osiem.-słyszę odliczanie, jednak w tamtej nie było ono dla mnie ważne. Snow z szyderczym uśmieszkiem, który wyłonił się spod jego śnieżnobiałych wąsów, idzie powoli w moim kierunku ciągnąc coś za sobą. a raczej kogoś. Zanim platforma ruszyła do góry, kątem oka dostrzegłam, że obok Snow'a znajduje się Jelena. Martwa i zakrwawiona. Nie mam nawet czasu, aby wydać z siebie jakiś dźwięk, gdyż platforma rusza. Ostatnie co usłyszałam to przeraźliwy śmiech Snow'a.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak informowałam oto ostatni rozdział części pierwszej. Jestem z siebie dumna, że zdążyłam go napisać. Z treści może mniej, ale opinię pozostawiam sobie. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej pod koniec Sierpnia lub na początku Września. W sobotę wyjeżdżam i wracam dopiero 24 Sierpnia. Nie wiem czy będę miała czas aby napisać cokolwiek, ale na pewno znajdę czas, aby wszystko dokładnie przemyśleć. Tak więc delektujcie się ostatnim rozdziałem części pierwszej i cierpliwie wyczekujcie, rozpoczęcia drugiej. 
Przy okazji dziękuje również za wiele ciepłych i motywujących komentarzy jak i również za te zawierające krytykę. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach będzie ich więcej.
Pozdrawiam wszystkich, udanych wakacji i buziaki :*
Natalia G. ♥


niedziela, 13 lipca 2014

"Opowiedz widza o planach rebelii. Na pewno się ucieszą."

Ostatni trening minął zadziwiająco spokojnie. Jednak tego dnia nie mogła zaliczyć do tych normalnych. Najpierw wizyta Chuck'a, potem kłótnia z kretynem, szaloną mentorką i przewrażliwioną opiekunką a na sam koniec wysłuchiwanie chorych "żartów" Chuck'a i Abigail. Czy do zwariowania potrzeba czegoś więcej? Siedziałam własnie w "salonie piękności" wyczekując nadejścia Jeleny. Dzisiaj wieczorem odbędą się wywiady z Caesarem Flickerman'em. Najbardziej znienawidzona cześć Igrzysk przeze mnie. Siedzisz przed tymi wszystkimi wypindrzonymi małpami i musisz odpowiadać szczerze na zadane pytania. Skłamiesz-kochany Caesar będzie drążył dany temat poruszając kolejne dopóki nie pękniesz. Czy coś takiego da się lubić?
-Jesteś gotowa na dzisiejsze spotkanie z modą?-jak zwykle w ostatnim czasie czyjś głos wyrwał mnie z namysłu. Ten należał do Jeleny.
-Szczerze? Nie.
-Niestety, ale musisz to przeżyć. Zastanawiałaś się już może jakie pytania zada ci Caesar?
-Im dłużej o tym myślę, tym bardziej zbiera mnie na mdłości. Więc jak będzie wyglądał mój strój?
-Szybko zmieniasz temat. Myślałam, żeby postawić na prostotę, ale wtedy nikt by się tobą nie interesował. Ludzie są święcie przekonani, że po tym co zrobiłam na paradzie dzisiejsza kreacje będzie jeszcze bardziej zjawiskowa.
-Nie mów mi, że znowu będę musiała się spalić.
-Nie podobało Ci się?
-To było niezwykłe, ale potem większość czasu spędziłam pod prysznicem, szorując sadzę z całego ciała.
-Cóż miałam pomysł, aby ubrać Cię w przewiewną i cienką sukienkę, a potem ją spalić na scenie żebyś latała nago. Co ty na to?-Jej usta wykrzywiły się w wielkim uśmiechu ujawniając nieskazitelnie białe zęby.
-Nawet sobie ze mnie nie zartój. Mam dość żartów.....
-Ej Clarissa, musisz się trochę rozerwać. Wiem, że samo bycie tutaj jest wielkim dramatem, ale nikt nie wie ile życia Ci pozostało. Musisz z niego korzystać na wszelkie sposoby.
-Wiesz co? Masz racje, ze samo bycie tutaj jest dramatem. Ale nie mam zamiaru się z niczego cieszyć. Moje życie zawsze polegało na bólu i skrytym strachu dlatego tez tak się zakończy. Pokażesz mi tę sukienkę czy będziesz nadal gadać bez najmniejszego sensu?
-Czasami jesteś naprawdę wredna.
-Taki mój atut.
-Dobrze. Zanim pokażę Ci sukienkę, krótka lekcja chodzenia na obcasach.

***

Po dwóch godzinach morderczej nauki chodzenia na obcasach pod czujnym okiem Kayli, uradowana padłą na straszliwie twardy fotel. W tamtej chwili miałam ochotę położyć się na czymś bardzo miękkim. Jakby jeszcze ktoś zaczął masować mi stopy byłoby perfekcyjnie!
-Moja droga, przecież chodzenie na obcasach to dla dziewczyny prawdziwa przyjemność.
-Przyjemność? Chyba największa z możliwych katuszy....-w tym samym czasie do pokoju weszła Jelena trzymająca w rękach całe ubranie i dodatki jakie były niezbędne do tego abym olśniła cały Kapitol.
-Co Ci się stało? 
-Czy da się tutaj przeszczepić stopy?
-Z tego co wiem, to raczej nie. Coś ostatnio kombinowali z przeszczepianiem palców, ale nie znam szczegółów. Wstawaj. Zostały nam cztery godziny na zrobienie z ciebie Bogini.
-Jeśli mam być Boginią opuchniętych stóp, to cudownie....
-Nikt nie będzie zwracał uwagi na twoje stopy. Tylko twarz. Ona jest w dzisiejszych czasach wizytówką każdego. Dobrze staraj się nie ruszać. W niektórych momentach będzie trochę boleć, ale nie waż się się nawet drgnąć. Gotowa?
-A mam inne wyjście?
Po jakiś czterdziestu pięciu minutach moja twarz oraz włosy były gotowe. Niewielka ilość pudru pokryła moje niedoskonałości, szary cień podkreślał moje oczy wraz z dużą ilością tuszu na rzęsach, a czerwona szminka (jak to określiła Kayla) dodawała mojej twarzy uroku. Włosy miałam pokręcone i upięte na prawą stronę. Z lewej strony znajdowały się za to cztery czarne róże.
-Jeleno, czy te czarne róże są potrzebne?
-Jak najbardziej. Coś Ci się nie podoba?
-Nie dla mnie są cudowne, jednak nie wiem czy Snow będzie aż tak bardzo zadowolony.
-Nie interesuje mnie czy mu się spodoba czy nie. Ma się podobać mi, tobie oraz widzą. Nikomu więcej. Zapraszam do przymierzalni.-Coś mi się wydaje, ze trafiłam w jakiś czuły punkt. Albo pomyślała, że zaczynam interesować się opinią tego tyrana. A może...
-Jeleno, co mają symbolizować te różę?
-Nie wiesz co symbolizuje czerń?
-No najczęściej śmierć i żałobę. Ale czemu różę?
-W swoim czasie myślę, że na to wpadniesz. No już ruszaj się do przebieralni!-bez słowa ruszyłam w kierunku wskazanym mi przez stylistkę. Po chwili opuściłam to miejsce ledwie idąc zważywszy na stan moich stóp. Miałam na sobie prostą zielną sukienkę. Od pasa w dół była z bardzo cienkiego materiału, bardzo przewiewnego i prześwitującego. Jak powiedziała Jelena była asymetryczna-dłuższa z tyłu krótsza z przodu. Górna cześć kreacji była na ramiączkach oraz została wykonana z grubszego, cieplejszego materiału. Obie te części oddzielał czarny, skórzany pasek. Do tego miałam wysokie czarne szpilki, oraz czarną biżuterię.
-Moja droga....wyglądasz zjawiskowo!-Kayla wyglądała jakby miała się posikać ze szczęścia.
-Chyba sobie żartujesz. Wyglądam jak zwykła szesnastolatka, która idzie na randkę.
-Podkreśl, że w dawnych czasach. Dzisiaj raczej nie spotkasz żadnej dziewczyny ubranej w taki sposób.
-No plus za to dla ciebie. Czy przygotowałaś jakieś efekty specjalne?
-Czy rozszyfrowałaś o co chodzi z czterema czarnymi różami?
-Jeszcze nie....
-W takim razie masz trzy i pół godziny na to. Nie uda Ci się-nie będzie żadnych efektów.

***
O co chodzi z tymi różami? Jest ich cztery, są czarne i..... nic poza tym. To zwykłe róże. "Dobrze Clarissa skup się. Mają one to drugie dno. Musisz tylko.... Przeczytać jeszcze raz tekst." Hello nie ma żadnego tekstu! Mózgu zacznij ze mną współpracować. Zacznijmy od tego-są one czarne. Co symbolizuje czerń? "Śmierć lub żałobę" Liczba cztery? "Porządek w odniesieniu do spraw ziemskich, powszechność " Hymm.... zaraz? Skąd ja wiem takie rzeczy? "Jak byłaś mała świetnie zakradałaś się do domu prezydenta i kradłaś książki" Aha. Dobra nie ważne. Pierwsza sprawa to się nie trzyma kupy. Co ma śmierć do porządku? "No wiesz ktoś umiera ktoś się rodzi. Jest zachowany porządek" To coś innego mózgu. Może czerń ma przekaz symboliczny a cztery nie.... tylko co oznacza? "Ilość słów, liter, sylab, pytań nie wiem jakiś rzeczy....." Musisz tak kombinować?  Oznaczają po prostu ilość czegoś,  na co nie mogę wpaść. Może jeśli je wyciągnę i będę na nie patrzeć to mi się będzie lepiej myślało. ... "Nie! Jelenie specjalnie zależało abyś skupiła się na różach wiec mają one coś wspólnego z tym punktem kulminacyjnym twojego występu.  Chyba nie chcesz wszystkiego zepsuć? " Jak nie zgadnę co oznaczają, to z nici z efektów specjalnych. A teraz jeśli pozwolisz, daj mi się skupić. "Cóż bez mojej pomocy ciężko będzie Ci coś wskórać." W takim razie staraj się przez jakiś czas nie odzywać.  A więc jeszcze raz- mamy cztery czarne róże.  Czerń to śmierć,  żałoba a cztery to ilość czegoś.  Mam to włożone we włosy i będę w tym paradować na wywiadach, które szczególnie interesują prezydenta.
Czego mi  brakuje? "Wiem! Już wiem! Oświęcim Cię? " Daj mi podpowiedź. " Omijasz jedną bardzo ważną rzecz. W tym wszystkim chodzi o CIEBIE. A raczej twoja przeszłość. ...." Nie! Jelena  nie mogła tego zrobić.  Ja.... nie dam rady gadać o tym na wywiadach..... na oczach całego Panem, Kapitolu a szczególnie prezydenta Snow'a. 

* * *

-Clarissa! Pospiesz się musimy już iść!-nadal oszołomiony tym co w końcu zrozumiałam,  przybiegłam bez słowa do salonu. Wraz z Kayla i kretynem zjechaliśmy na dół i bardzo szybkim krokiem ruszyliśmy do naszej opancerzone furgonetki.  Po jakiś piętnastu minutach dojechaliśmy pod studio.  Nie przypominało to żadnego studia, o którym kiedykolwiek słyszałam, ale niech m będzie.  Po wejściu do środka nie ominęło mnie mile powitanie masy par oczu. W pomieszczeniu roiło się od trybutów ich stylistów jak i mentorów. Tylko my byliśmy pod opieką "opiekunki". Usiadłam na wysokiej czarnej sofie i wpatrywałam się w pobliską ścianę. Jak Jelena mogła mi to zrobić? Doskonale wie, że TEN temat jest dla mnie bardzo trudny i kiedy tylko o tym myślę pękam i z zimnej suki staje się histeryczną dziewczynką. Jak ja podołam temu na oczach tych wszystkich ludzi? Na oczach innych trybutów? Na oczach Snow'a?
-Nad czym tak myślisz kochana?
-Chuck.....jeszcze ty mi tu jesteś potrzebny!
-No cóż nie mam jak stąd wyjść i zostawić Cię samej. Nikt nie może. Musisz znieść jakoś moje towarzystwo.
-A nie mógł byś po prostu iść do kogoś inne?
-Chciałem Ci się przyjrzeć z bliska. Wyglądasz zjawiskowo. Zieleń i czerń świetnie współgrają i idealnie do ciebie pasują.
-Nie musisz mi się podlizywać. I tak Cię nie lubię.
-Ja tam wiem swoje.-czy on na prawdę musi być taki irytujący? Nie widzi, że właśnie przechodzę wewnętrzną wojnę, którą jak na razie wygrywa moja słaba strona?-Czemu jesteś taka smutna?
-Nie smutna tylko znudzona tym całym cyrkiem. Po jasną cholerę mi te wszystkie ozdóbki?
-Ty przynajmniej wyglądasz na człowiek. Spójrz na mnie. Wyglądam jak jakieś monstrum.-Nie zdążyłam mu się wcześniej przyjrzeć. Miał na sobie ubrany szykowny niebieski garnitur, który idealnie pasował do koloru oczu oraz postrzępione włosy. Wyglądał jednym słowem bosko. Gdyby nie fakt, ze za jakieś osiem godzin mnie zabije rzuciłabym mu się w ramiona i zaczęła namiętna całować. Boże! Nie, fuj, ohyda!
-Nie przesadzasz, wyglądasz spoko. Przyjrzyj się tej co ma sukienkę w łatki.
-Coś Ci się w niej nie podoba? Jest bombowa!
-Żartujesz sobie? Wygląda paskudnie!
-W ogóle nie znasz się na tutejszej modzie. Jest coś co lubisz?
-Wkurzanie ludzi. Jednak zdałam sobie sprawę, ze nie jestem aż tak bardzo irytująca jak inni.
-Kogo masz na myśli?
-Ciebie kretynie. Nie czekaj określenie "kretyn" jest już zajęte. Do ciebie pasowałoby coś mocniejszego, ale dziewczyną nie wypada brzydko mówić. Idiota będzie w sam raz.
-Weź przestań. Przyznaj, nie jestem aż tak bardzo zły.
-Hahahahahaha ależ ty zabawny jesteś.
-Ktoś tu ma dobry humor widzę. Mogę się dołączyć?-Centralnie nade mną stanęła blondynka z jedynka. Jej spojrzenie przyprawiało mnie o gęsią skórkę a szyderczy uśmieszek wywoływał atak agresji. Miała na sobie złotą suknię wieczorowa sięgająca po ziemię i niewielki diadem na głowie z napisem "zwycięzca". Ambitne plany ma jak widać.
-Czego chcesz Ruby?-wyprostowałam się na sofie i skrzyżowałam ręce na piersi przybierając całkowicie obojętny wyraz twarzy.
-Jestem w szoku, że znasz moje imię księżniczko. Jak to czego chce? Malutkiej przyjemności, ze wkurzania ciebie.
-Nie masz nic kreatywniejszego do roboty?
-Pomyślmy...nie. To jest najciekawsze zajęcia jakie przyszło mi do głowy.
-Fajny diadem.
-Podoba ci się? Może chcesz go przymierzyć? A no zapomniałam zwycięzca morze być tylko jeden. I ja nim będę.
-Chyba, że prędzej Cię dorwę i oderżnę ten głupi łeb.
-Jakaś ty jest kreatywna.
-Myślę, że to najbardziej zadowoli publiczność. Jeszcze nikt nigdy tego nie zrobił.
-Potwierdzam.-Odezwał się Chuck podnosząc ochoczo rękę w górę. Popatrzyłam się na niego wzrokiem z pytaniem "Serio?"
-A ty Chuck nie masz lepszego towarzystwa tylko siedzisz z tym plebsem? Chyba zawodowcy powinni trzymać się razem.
-Jak patrze teraz na ciebie to nie widzę żadnej różnicy miedzy tobą a Clary.-najwyraźniej zignorowała jego słowa i zmieniła temat, który bardzo mnie zaskoczył.
-No proszę nawet słodko zdrabniasz jej imię. Czyli to prawda co mówią inni o Waszej dwójce?
-A co niby mówią?-zapytałam z lekką niepewnością.
-Czyli Chuck jednak nie wyznał Ci swoich uczuć. Jakież to przykre. Tworzylibyście idealną parę.-odwróciłam się gwałtownie w stronę Chucka z szeroko otwartymi ustami.
-Chuck....
-Porozmawiamy o tym później-ewidentnie się zmieszał-Coś jeszcze?
-Tak.-zwróciła się do mnie pokazując szereg idealnie białych zębów. Kapitol naprawdę nie marnuje pieniędzy na zachcianki swoich "gości".- Taka mała rada do wywiadu. Opowiedzą widzą o planach rebelii. Na pewno się ucieszą.-po czym odwróciła się na pięcie i odeszła w tłum. Zatkało mnie. Jakiej rebelii?
-Chuck czy raczysz mi wszystko wyjaśnić?
-Oczywiście tylko innym razem. Musze na chwilę Cię opuścić.
-Innym razem? Nie będzie innego razu!- Ostatnie słowa krzyknęłam za nim, jednak z pewnością ich nie usłyszał. O co w tym wszystkim chodzi? Czy chociaż raz ludzie mogą nie mieć przede mną sekretów?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział! Wybacz, że tak długo czekaliście, ale ostatnie weekendy spędzam u babci a tam nie mam dostępu do neta, więc nie miałam jak pisać. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Jest to przed ostatni rozdział pierwszej części bloga. Mam nadzieję, że przez te 2 tygodnie się wyrobię i powitam Was przynajmniej dwoma nowy rozdziałami. Ostatni pierwszej części na pewno się pojawi. Pierwsze drugiej może też, lecz nic nie obiecuję. Później wyjeżdżam do babci na trzy tygodnie i nie będę miała dostępu do neta, co wiąże się z tym, że nie będę jak miała pisać rozdziałów chyba, że znajdę chwile aby popisać na kartce. Liczę na miłe komentarze, takie jak pod poprzednim postem (może oprócz tego jednego xD)
Buziaki i do usłyszenia :*
Natalia G.
P.S Idzik nie wytykaj mi ciągle tych błędów bo one i tak się będą pojawić! Może w mniejszej ilości, ale zawsze będą :) A i jak tam idą prace nad twoim opowiadaniem?



poniedziałek, 30 czerwca 2014

"O Boże jakaś ty sztywna jesteś."

(Rozdział z dedykacją dla Idzik, która zawsze cierpliwie czeka na rozdziały.) :D


-Mamo, kiedy przyjdzie tata? Robi się późno....
-Kochanie nie martw się. Poszedł z Julianem na trening. Zaraz powinni wrócić.
-Ale zaraz może przyjść kontrola. Strażnicy się zdziwią, że jesteśmy tylko we trzy.-w oczach blondy zbierały się łzy. Matka bez zastanowienia, jak zawsze w takich sytuacjach podchodziła do swojej najstarszej córki i starła się ją pocieszyć. Młodsza z córek siedziała jak zawsze na dywaniku przy kominku i bawiła się jedyną lalką jaką posiadała. Brudną, lekko przypaloną i poszarpaną.
-Carmen, wszystko będzie dobrze jak zawsze. Idź do pokoju i zajmij się nauką, dobrze?
-Nigdy Cię nie zrozumiem. Jak w takich czasach możesz normalnie kazać mi iść się uczyć?
-Ponieważ bez wykształcenia....
-Jakiego wykształcenia? Jedyne czego mnie tam uczą to to, jaki Kapitol jest cudowny, że bez niego nasze życie nie miało by miejsca. To nazywasz wykształceniem?
-Carmen nie zaczynaj wszystkiego od nowa. Po prostu idź do siebie, proszę.
-Wiesz co? Ma dość twojego ciągłego dyrygowania mną! Mam szesnaście lat i mogę robić to co mi się podoba. A teraz skorzystam z twojej propozycji, ale opuszczę ten dom a nie pokój! Żegnaj!-dziewczyna wzięła z krzesła przy drzwiach poniszczoną skórzana kurtkę i wbiegła z domu zatrzaskując drzwi. Matka dziewczyny ze łzami w oczach, podeszła do swojego najmłodszego dziecka i wzięła ją na racę.
-Boże Clariiso, oby tobie jedynej nigdy się nic nie stało.

Gwałtownie zerwałam się z łózka. Nienawidziłam swoich snów a zwłaszcza tych, w których widzę sceny ze swojego dzieciństwa. Te pamiętałam do tej pory przez mgle. Pamiętam najbardziej fakt, ze tego dnia po raz ostatni widziałam swoja starszą siostrę. Miałam wtedy zaledwie trzy lata, a mój brat osiem. Z opowieści mamy wywnioskowałam, że była straszną buntowniczką. Gdyby wylosowali ją do Igrzysk, może ona przyniosłaby jakieś zmiany. Niestety tak się nie stało. Natomiast moja druga siostra, której nigdy nie miałam sposobności poznać gdyż została wylosowana na dwa lata przed moim narodzeniem umarła w dość wysokim etapie Igrzysk. Tata opowiadał, że doszła aż do finałowej ósemki mając zaledwie trzynaście lat.
Ciekawe jak wysoki mi się uda dojść.
Spojrzałam na zegar. Była godzina 6.59. Za chwilkę powinnam usłyszeć walenie w drzwi. Ciekawe kto tym razem, będzie ich nadawcą. Johanna? Kayla? Jelena?
-Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem-odliczałam sobie na głos-trzy, dwa, jeden....[Puk, puk!].-Zrzuciłam z siebie kołdrę, włożyłam kapcie na nogi i wolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Ciekawe jaka będzie reakcja, kiedy ktoś z wymienionych wyżej osób zobaczy mnie rozbudzoną bez szopy na głowie.
-Spokojnie już nie śpię, idę się ubrać, zara.....-zaniemówiłam. Przed moimi drzwiami stał Chuck. Opierał się o framugę drzwi i przybrał niegrzeczny uśmiech na twarzy.
-Jak chcesz mogę pomóc Ci się ubrać.
-Co ty tu robisz? W ogóle jakim cudem wdarłeś się na nasze piętro?
-Normalnie. Jest godzina siódma rano, wszyscy w Kapitolu śpią a poza tym dzisiaj ostatni wspólny trening i większość z personelu i ochrony smacznie sobie śpi.
-Pytałam co tu robisz?
-Chciałem zobaczyć księżniczkę z rana. Nawet prosto z łózka wyglądasz zabójczo.
-Daruj sobie ten tani podryw. Do czego zmierzasz przez niego?
-Do zbliżenia i ocieplenia naszych relacji. Przemyślałaś moją propozycję?-stanął parę centymetrów od twarzy.
-Właściwie to tak. I cóż zostałam zmuszona przez moją kochaną mentorkę do tej decyzji dlatego...
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Kolejny członek w grupie.
-Jakiej grupie?
-Słabszych. Już zawarłem tymczasowy pokój z ludźmi z piątki, dziesiątki, jedenastki i dwunastki. Teraz doszłaś ty i jak mam rozumieć również młoda z szóstki.
-Po co Ci jestem potrzebna w tak licznej grupie?
-Im nas więcej tym weselej. A poza tym mam osobę, którą mogę wkurzać.
-Czy twoja urocza towarzyska z dystryktu nie będzie zazdrosna?
-Madeline? Chyba kpisz....ona się nawet do mnie odzywa.
-Serio? Sprawiała wrażenie zimnej suki.
-Dla twojej informacji ty nią jesteś.
-Cieszy mnie to. Coś jeszcze?
-Do wszystko. Nie dostanę buziaczka na pożegnanie?
-Może jeszcze frytki do tego? Spadaj już stąd!-trzasnęłam drzwiami i udałam się do łazienki. Chyba nie uwierzył w gadkę o zmuszeniu mnie przez Johannę do zawarcia sojuszu? Chociaż jej zachowanie na to wskazywało. Nie wiem czemu mnie się tak czepia. Kretyn-Jason odkąd zaczęły się treningi czyli tydzień temu nie dotknął żadnej broni ani nie stawił się w żadnym stanowisku. Nie zamienił słówka z nikim, tylko siedzi w koncie i gapi się w podłogę jak jakieś psychiczny człowiek, który dopiero co uciekł z wariatkowa.
Założyłam na siebie strój treningowy, włosy spięłam w koka i ruszyłam w stronę jadalni. Będą u wylotu korytarza łączącego nasze pokoje z salonem usłyszałam wyraźne krzyki Johanny i poirytowany głos Kayli. Z pewnością wyładowywały te emocje na Jason'ie. Bo przecież na kim tu innym?
Kiedy podeszłam do stołu i delikatnie stuknęłam łyżeczką w stół wszystkie trzy pary oczu skierowały się na mnie. "Jaka synchronizacja" pomyślałam.
-Dzień dobry wszystkim. O co znowu poszło?
-Cóż twój drogi przyjaciel-wskazała na Jason'a- wczoraj wieczorem wpadł na cudowny pomysł aby skoczyć z dachu.
-Kreatywne nie powiem.-obracałam w palcach jabłko.
-Nie masz nic więcej do powiedzenia, młoda damo?
-Kayla, a co mam niby powiedzieć? Nie obchodzi mnie jego życie, tylko moje. Chce zginąć-bardzo proszę nie bronie mu. Ale myślę, że ciekawiej by było gdyby zrobił to na arenie. Może wtedy ktoś by za nim płakał.
-Czy mogłabyś zamknąć ten dziób i nie wypowiadać się na temat mnie?-Jason w mgnieniu oka przywarł mnie do ściany i przyłożył nóż do gardła.
-No proszę jednak coś umiesz. Zabijesz mnie teraz?
-Zrobię to z miłą chęcią.....-chwycił nóż pewnie w ręce i zamachnął się. Johanna była jednak szybsza i powaliła go na ziemię. Nóż pozostał przy moich stopach.
-Czy ciebie do reszty pojebało, człowieku? Masz zamiar spędzić resztki swoich dniu w tych obskurnych celach Kapitolu? Czy może z niewinnym ludzkim życiem na sumieniu?
-Lepsze to niż uczestnictwo w głupiej grze.
-Ktoś tu ma chyba niepokolei w głowie....
-Clarissa!
-Dobrze, przepraszam ja.....
-Zamknij tę twarz i wynoś się na dół. Nie widzisz tego mordu w jego oczach? Lepiej nie kusić diabła...-To raczej Johanna patrzyła się na mnie z mordem w moczach. Kayla z wyrzutami a kretyn z obojętność i....przebłyskami tej chęci wbicia noża w moją pierś, szyję lub głowę. Posłusznie udałam się do drzwi, a stamtąd do holu gdzie w spokoju miałam czekać na ostatnie miłe spotkanie na sali treningowej z resztą trybutów.

***
Siedząc samotnie w pustym holu miałam chwilę, aby pomyśleć nad tym co stało się do tych czas. Zostałam wylosowana do Głodowych Igrzysk w parze z największym idiotą jakie kiedy kol wiek spotkałam. Od ponad dwóch tygodniu jestem w Kapitolu i jedyne miejsca w jakich mam pozwolenie przebywać to siódme piętro w wielkim "hotelu" dla trybutów, hol (pod nadzorem 7 strażników), sala treningowa oraz tak zwany salon piękności. Zawarłam sojusz w dwunastoletnią trybutką z szóstki, oraz po tygodniu nudzenia zgodziłam się na sojusz z trybutami z czwórki, piątki, dziesiątki, jedenastki oraz dwunastki. Dość liczna grupa, z której bliższe spotkanie miałam zaledwie z dwiema osobami. Nie wliczam tutaj ......... Co by tu jeszcze? Aha wszyscy w około uważają mnie za wroga, jakieś ogromne zagrożenie. Pytanie brzmi dlaczego? Jeszcze nic nikomu nie zrobiłam, nie powiedziałam, nie popisywałam się na treningach.... O co tym ludziom chodzi?
-Clarissa-z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos. Podniosłam gwałtownie głowę. Na przeciwko mnie stał Adam, chłopak z piątki. Ciekawe czego on chce....
-Adam jeśli się nie mylę?-powiedziałam to najmilej jak potrafiłam, jednak nie jestem pewna czy wyszło to wedle moich zamiarów.
-W rzeczy samej.
-Co Cię o mnie sprowadza?
-Sojusz. Słyszałem, że zgodziłaś się być w naszej "małej" grupce. Chciałem Cie bliżej poznać.
-Wybacz, ale nie jestem zainteresowana. Na Arenie pewnie ktoś z naszej "małej"grupki od razu mnie wykończy.
-Skąd ten pomysł?
-Cóż nie jestem na tyle głupia aby nie czuć tej nienawiści do mnie ze strony wszystkich.
-Nie wiesz jak bardzo jesteś nam potrzebna....
-Clary!-w swoim malutkim stroju treningowym podbiegła do nas Aby.
-Cześć kurduplu.
-W takim razie nie będę panią przeszkadzał. Do zobaczenia później.- odwróciłam się na pięcie i ruszył w głąb korytarza.
-Czego chciał?
-Trochę bardziej mnie zdołować. Słyszałaś? Zawarłyśmy dzisiaj potężny sojusz.
-Z kim?
-Czwórką, piątką, dziesiątką, jedenastką i dwunastką.
-Boże większego się nie dało?
-Sami się doczepili.
-Dlaczego się zgodziłaś?
-Gdyby Ciebie również gnębiły te śliczne oczka Chuck'a....
-Fajnie wiedzieć, że mam śliczne oczy.-Tuż koło mojego ucha rozległ się głos Chuck'a.  Podskoczyłam jak porażona prądem.
-Nie no jeszcze ty.....
-Wiem, że za mną tęskniłaś. Mogę się przysiąść?
-Jak musisz...
-Uwielbiam tę obojętność w twoim głosie. Powtórzysz to dla mnie jeszcze raz?
-Weź się odwal.-odepchnęłam go od siebie gdyż jego bliskość była niebezpieczna. Aby słodko zarechotała.
-Z czego tak się cieszysz?
-Zachowujecie się jak jakieś stare małżeństwo. Może zostawię Was w spokoju?
-Nawet się nie warz.
-Dobrze mamusiu......
-Nie jestem twoją matko, Abigail.
-A może pobawimy się w domek? Ja będę tatusiem ty mamusią, a młoda naszą córeczką?-Czy tego człowieka do reszty pogięło? W co on sobie pogrywa?
-Masz coś z głową? Pojutrze będziemy się zabijać a ty mi tu o jakiejś zabawie we wspaniałą rodzinkę wyskakujesz.
-O Boże jakaś ty sztywna jesteś. Ani grama poczucia humoru. Czy kiedykolwiek go miałaś?
-Dla twojej informacji tak. Dopóki nie zostałam zimną, osieroconą suką, z ciotką z zaburzeniami nerwowymi i przyjacielem szalejącym na moim punkcie.-Wypowiedzenie tych słów było najgorszą rzeczą jaką zrobiłam i przyniesie wiele nieoczekiwanych konsekwencji.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No w końcu! 
Wymordowałam ten rozdział po prawie miesiącu pisania. Nie jest on może jakiś bardzo nawiązujący to tego dramatu Igrzysk, tylko taki mały zabawniejszy odrywnik. Trochę krótki, ale chyba liczy się to, że w ogóle jest, nie?
Następny rozdział postaram się napisać jeszcze w tym tygodniu. Niczego nie obiecuję, gdyż nie składam obietnic, których nie jestem czasem w stanie wykonać. Czekajcie cierpliwie.
Limit! 
5 komentarzy=nowy rozdział
Mam nadzieję, że podołacie temu malutkiemu zadaniu. Czekam na masę krytyki z Waszej strony. Buziaki i do napisania. 
Pozdrawiam Natalia G ♥





poniedziałek, 23 czerwca 2014

I'm sorry again.

Teraz to na prawdę Was przepraszam!
Koniec roku, powinnam siedzieć i pisać rozdziały, a ja co? Z niczym się nie mogę wyrobić.....
Zaczynam coś oglądam-zastopuję i nie kończę.
Zaczynam czytać-parę stron i robię coś innego.
Zaczynam zwiastun-kończę go to już 22 jest.
Obiecuje Wam, że jak tylko nadrobię wszelakie zaległości jakie mam to usiądę na fotelu i zabieram się do pisania. Mam już dość spory kawałek kolejnego rozdziału, ale jakoś mi się nie podoba :/ Myślę, że rozwijający się tam wątek miłosny dość dziwacznie się "rodzi" i muszę to trochę dopracować. I tak muszę sprężyć tyłek na jakieś 3-4 rozdziały, aby zakończyć wydarzenia w Kapitolu i przejść do części drugiej czyli Wydarzeń na arenie. Tak się nie mogę tego doczekać, że awwwww!
Dobra koniec zbędnego pisania! Każdy kto czeka na rozdział niech napisze mi solidną krytykę tutaj aby mną wstrząsnęło!
Buziaki i cierpliwie czekajcie :*


środa, 21 maja 2014

"Nie daj się prowokować"


Kolejny dzień. Kolejne sekundy, minuty i godziny lecą. Za osiem dni o tej porze mogę być martwa, albo jakimś cudem żyć ukryta w krzakach, w piasku czy w wodzie. Leżąc na tym wygodnym łóżku, powinnam być ogarnięta cudownym stanem zwanym snem. Jednak jest całkiem inaczej. Kiedy tylko zamknę oczy na dłuższą chwilę, mam przed nimi obraz wielu trupów, w tym najbliższych mi osób. Przy moim charakterze nie powinno mnie to bardzo przerażać, ale rzecz w tym, że to ja ich wszystkich morduje z zimną krwią, i szatańskim uśmieszkiem jak i śmieszkiem. Trzymam raz po raz, to inne rodzaje broni. Moje ręce jak i ubranie są calutkie we krwi, lecz ja nadal pragnę tylko śmierci i cierpienia innych. Czy tym mogę się stać na arenie? Czy nie będzie mnie obchodzić fakt, że każdy z tych jakże na swój sposób wyszkolonych ludzi ma jakąś rodzinę, a ja tak bez żadnych skrupułów mogłabym ich zabijać? Nawet tę dwójkę małych dzieci?
Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Ze wściekłą miną podeszłam do drzwi i gwałtownie je otworzyłam.
-Czego?!-wydarłam się na pół korytarza. Przed drzwiami stała Johanna.
-Też miło mi Cię widzieć. Ubieraj się. Za piętnaście minut macie stawić się na pierwszym treningu. Pamiętasz co Ci mówiłam?
-Tak, tak. Mam nie ujawniać moich wszystkich zdolności. Mam się tam nauczyć jak przetrwań, a nie jak się zabija.
-Gdyż to umiesz. Ubranie podobno leży w łazience. Za pięć minut w salonie. Ruchy!-Pociągnęła drzwi i zamknęła je z wielkim hukiem. Bez większego zwlekania rozsunęłam zasłony w moim pokoju. Światło wpadający przez okna, raziło mnie niemiłosiernie. Najlepszy sposób na rozbudzenie. Ubrałam kapcie i ruszyłam do łazienki. Johanna się nie myliła. Na jednej z szafek leżało idealnie złożone ubranie. Był idealny na mnie komplet. Bluzka na grubych ramiączkach, w czarnym kolorze z żółtymi fragmentami oraz czarne leginsy i buty jak do wody. Do tego do włosów naszykowana jakaś dziwaczna wielka spinka. Po założeniu wszystkiego na siebie przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam trochę komicznie, ale nie tragicznie. Opuszczając pokój rozmyślałam nad tym jaka może być arena. Zazwyczaj stroje treningowe w małym stopniu ukazują czego można się spodziewać. Po tym co mam na sobie mogę wnioskować, że będzie to coś wodnego z pustyniami? Buty jak już mówiłam do pływania, a dodatki na bluzce w kolorze żółtym jak piasek....Cóż oni wykombinowali?

***

Sala treningowa, jak co roku była remontowana. Nikt prawda, prócz trybutów i organizatorów z danego roku ich nie widzi, ale gdy się tu wchodzi czuć nowością. Pomieszczenie jest bardzo duże. Jest tutaj jak zdążyłam policzyć, około 15 stanowisk. Do wspinaczki, malowania, rozpalania ognia, rzucania nożami, włóczniami, toporami, mieczami, uczenie się sztuk walki, robienia węzłów itp.
Ja i dwadzieścioro-troje pozostałych trybutów staliśmy w rozproszonej grupce. Na twarzach wielu trybutów było widać zniecierpliwienie. Nie dziwię się im. Sama bym chciała chwycić za jakąś broń i cisnąc ja prosto w organizatorów, którzy siedzieli sobie wygodnie na fotelach i pożerali nas wzrokiem.  Jednak nie dawał po sobie niczego poznać. W skupieniu oczekiwałam na przyjście babki z ochrony czy z czegoś, która wyjaśni nam jak wszystko tu działa. Wykorzystałam tę chwilę i ogarnęłam wzrokiem wszystkich zebranych. Mój :przyjaciel" z dystryktu stal oparty o filar i oglądał sobie paznokcie. Trybuci z jedynki i dwójki już zawarli sojusz. Podobnie uczynili również z szóstki, dziewiątki i dziesiątki, jednak oni w porównaniu do pierwszej czwórki stali spokojnie i rozmawiali między sobą. Tamci natomiast wrzeszczeli na całą sale i śmiali się jak niewychowana banda zwierząt. Reszta trybutów stała samotnie tak jak ja, lub rozmawiali ze swoimi rywalami z dystryktu. Spuściłam wzrok na ziemię. Jakim cudem mam wygrać w pojedynkę? Cóż albo w ogóle wydostać się stamtąd żywa. Sami sponsorzy mi nie pomogą, bo przecież jak grupka zawodowców mnie otoczy to nie będę miała szans, chyba że nauczę się skakać jak kangur, albo kopać w ziemi jak kret.
Rozmyślając tak nad swoim losem, po raz kolejny nie zauważyłam, że mała Abigail z szóstki przystanęła obok mnie i wbija swoje małe oczko w moja głowę, oraz chłopak z czwórki, jak mu tam? Chuck? Przez cały czas się na mnie gapi. Swój wzrok również, w niego wbiłam, ale po chwili oderwałam go i skierowałam na dziewczynkę. Miło się do niej uśmiechnęłam, jednak nie wyglądało, na to aby uważała mnie za miłą osobę.
-Powiedź mi jak to jest stracić najbliższych, opuścić pozostałych i potrafić się nadal uśmiechać?-Zatkało mnie. Niby skąd ona o tym wiedziała?
-Normalnie.-bąknęłam nadal oszołomiona jej pytaniem.
-Takie zachowanie jest nienormalne. Ludzie po stracie wszystkich których kochali, raczej płaczą i zamykają się w sobie a nie wykazują pozytywne odczucia do innych jak ty.
-Widzę, że wiesz trochę na ten temat. Ktoś kiedyś powiedział mi, że w życiu nie należy się wiecznie smucić tylko po jakimś czasie ruszyć do przodu. Mi zajęło to tylko miesiąc.
-Krótko. Ja do tej pory to wszystko czuję.
-A kogo straciłaś?
-Jak miała pięć lat obje rodziców, a trzy lata później brata i siostrę. Została mi jeszcze schorowana babcia i młodsza siostra, którą musiałam opuścić.-W jej oczach zakręciły się łzy. Nie nienawidzę jak ktoś okazuje słabość. Lata doświadczenie pokazały mi, że takich ludzi szybko się wykańcza. Nie mogę pozwolić aby tej małej coś się stało. Jako jedna na tej sali miała odwagę do mnie podejście, a wiem, że i tak wyglądam na groźną i wszyscy starają się mnie unikać. Kucnęłam aby mieć na nią lepszy widok.
-Ej nie płacz, słyszysz. Jeśli pokarzesz tamtym-pokazałam na zawodowców- że jesteś słaba i do niczego się nadasz, wykończą Cię na samym początku. A chciałabyś wrócić do domu i znów zobaczyć najbliższych, nie?-Kiwnęła głową.-No więc przestań się ślimaczyć i pokaż, że jesteś silna. Pokaż im wszystkich, że stanowisz dla nich zagrożenie, i że nie będzie łatwo im wygrać.-Poklepałam ją stanowczo po ramieniu i wyszczerzyłam zęby jak najładniej umiałam. Nie wyszło mi to najlepiej, ale przynajmniej zaczęła się śmiać.
-Wiesz, jesteś spoko. Wszyscy w okół gadali, ze z ciebie wredna, bezuczuciowa baba, którą zostawią sobie na sam koniec.
-Na prawdę? Kto tak mówił?-zaniepokoiłam się trochę. Sądziłam, że nikt się nie będzie mną interesować i owszem zostawią mnie na sam koniec, ale nie z planem totalnego mordu.
-Wszyscy naokoło. Może i jestem małomówna i nieśmiała, ale umiem podsłuchiwać. A tak przy okazji jestem Abigail.-Podała mi rękę.
-Wiem, ja jest Clarissa.-odwzajemniłam uścisk.
-Ładne imię. Jak mam mówić na ciebie w skrócie?
-Nie mam pojęcia. Wszyscy zawsze mówili do mnie po prostu "Clarissa".
-No, ale wiesz gdybym na arenie Cię w jakiejś sytuacji potrzebowała, to nie wołałabym Cię tak aby wszyscy wiedzieli, że to ty. Ojć wybacz. Nie wiem czy miałabym Cię po co wołać, bo nie wiem czy chciałabyś sojuszu...
-Ej co mówiłam o smuceniu się?-wykrzywiła usta w sztucznym uśmiechu.-Od razu lepiej. A kto powiedział, że nie chcę sojuszu? Może nie należysz do osób, które bardzo pomogłoby mi przeżyć i zapewnić większe bezpieczeństwo, ale lepiej mieć kogoś bliskiego sobie niż nikogo. A więc sojusz?
-Sojusz.-podałyśmy sobie ręce, tak na zgodę. Wtedy usłyszałam czyjeś kroki za sobą. Nie chciałam wiedzieć, kim był ich nosiciel, jednakże sam się o to poprosił.
-Och widzę, że niebezpieczna Clarissa, zawiera sojusze z dziećmi. Może jeszcze tego małego z ósemki Ci przyprowadzić?
-O Chuck jakiś ty miły. Zrobiłbyś to dla mnie?-słodziutko się uśmiechnęłam. I tak wiem, ze wyszło to sztucznie, ale o to mi chodziło.
-Nie musisz być sztucznie miła kochana. Jak Ci się podoba w Kapitolu?
-Widzę, że zaczyna Ci się nudzić. Czemu nie dotrzymujesz towarzystwa swojej koleżance, tylko przyprawiasz ją o ataki furii? Mam czekać, aż rzuci się na mnie z pazurkami? Od razu podziękuje.-od wróciłam się do niego plecami jednak on pociągnął moją rękę i przyciągnął mnie do siebie tak, że nasze twarze dzieliły milimetry.
-Kochana, nie musisz od razu być dla mnie taka nie miła. Przyszyłem tylko porozmawiać i zapytać czy nie byłabyś chętna na sojusz. Słyszałem co mówiłaś do małej. Potrzebujesz bezpieczeństwa i ja Ci je mogę zapewnić.-zatkało mnie. A raczej jego bliskość przyprawiała mnie o chwili brak racjonalnego myślenia. "Halo, halo kochana! O czym ty myślisz? Jakiś koleś próbuje Cię wsiąść na uczucia? I ty sobie na to pozwolisz? Wracamy na ziemię!"-Ten mój zdrowy rozsądek, przyprawiał mnie o złość, ale czasami dobrze gadał. Zawsze dobrze gadał....
-Bezpieczeństwo to ja sobie sama mogę zapewnić, kochany.
-Nie wątpię w to. Zastanów się nad moją propozycją. Do naszych ostatnich dni będzie aktualna....-przybliżył jeszcze bardziej swoją twarz do mojej i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Popatrzył później jeszcze w moje oczy i odszedł. Pode mną załamały się nogi Jak on..dlaczego...jak..po co...dlaczego ja mu na to pozwoliłam?
Z lekkiego oszołomienia wyrwał mnie głos jakiejś kobiety. Była niska i miała rude włosy związane w koński ogon.
-Witam Was wszystkich. Znajdujecie się obecnie w ośrodku szkoleniowy na pierwszym treningu. Jak zawsze należy zacząć go od krótkiej odprawy. W tym miejscu nie macie prawa do rozpoczynania żadnych bójek i tym podobnych rzeczy. Sprzęt służy do ćwiczeń, a nie zabijania się na wzajem. Te czynności pozostawcie na arenie. Sprzętu nie możecie zabierać nie sobą po za teren ośrodka, żadnego celowania w organizmy żywe, tu mam na myśli nas czyli ekipę do kontrolowania Was. Do dyspozycji macie dwadzieścia cztery stanowiska. Treningów grupowych odbędzie się siedem, a ósmy jest indywidualny, który odbywa się na dwa dni przez rozpoczęciem Igrzysk. Czy wszystko jest dla Was zrozumiałe? Zapraszam w takim razie do treningu.-po jej jakże żenującym występie, razem z Abigail pozostałyśmy same na środku sali. Pozostali od razu przeszli do poszczególnych stanowisk. Zawodowcy udali się do włóczni i noży, trybuci z szóstki, ósemki i dziewiątki poszli uczyć się rozpalać ogniska, czwórka i piątka udali się również do zabójczych broni, natomiast jedenastki, dwunastki, dziesiątki i czwórki do tworzenia pułapek. Kretyn gdzieś zniknął.
-A więc co chcesz porobić?-przenikliwe spojrzenie Abigail utkwiło w moich oczach.
-Udać się do łózka, zasnąć, a po przebudzeniu uświadomić, ze to tylko sen. A ty?
-Nie mam pojęcia....może pójdziemy postrzelać z łuków, albo porzucać włóczniami lub nożami? Chyba, ze wolisz pójść na tak zwane robótki ręczne?
-Ej buntowniczka co tak stoisz? Mamunia nie nauczyła Cię posługiwać bronią-na słowo "mama" gwałtownie odwróciłam się w kierunku nadawcy tych słów. W głowie ciągle powtarzam sobie, że zachowam spokój, zachowam spokój, zachowam......jednak szyderczy uśmieszek Ruby z jedynki doprowadzał mnie do szału. Abigail spostrzegła mord w moich oczach i jak najszybciej odciągnęła mnie w stronę jakiegoś stanowiska. Jak po chwili się zorientowałam było to stanowisko łucznicze. Nigdy dotąd nie strzelałam z łuku. Cela mam dobrego, ale chyba nie wystarczająco siły aby naciągnąć tą głupią cięciwę.
-Aby, umiesz strzelać z łuku? Właśnie mogę tak na ciebie mówić?
-Tak i tak. Jak byłam mała tata zrobił dla mnie malutki łuk i po nocy centralnie przy ogrodzeniu uczyłam się nim posługiwać. Umiejętność ta jak widać się przyda.
-Rozumiem.
-A ty umiesz?
-Szczerze? Nie. Mam ochotę wziąć jeden z tych noży, włóczni lub najlepiej topór albo siekierkę i wyrżnąć tutaj wszystkich. No może z wyjątkiem kilku osób.
-Na przykład Chuck'a?-gwałtownie odwróciłam głowę w stronę dziewczynki. Moje usta otworzyły się w niemym krzyku, a oczy otworzyły najszerzej jak potrafiły. Nie mogłam wydusić z siebie ani słówka.-Przepraszam nie chciałam Cię zawstydzić.-trochę ochłonęłam, jednak nie na tyle aby pohamować gniew.
-Czy ty sobie żartujesz? Tego debila zabiłabym pierwszego.
-Nie oszukuj mnie a tym bardziej siebie. Widzę, ze Ci się podoba.
-W moim sercu nie ma miejsca dla nikogo. Wszystko jest już zajęta.
-Przez kogo?
-Przez dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Mojej cioci i przyjaciela Sebastiana. Nikogo więcej.
Jak się z czasem okaże pożałuję tych słów jak nigdy, niczego w życiu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie!
Wybaczcie, ze tak długo czekaliście, ale wenę nie łatwo znaleźć. Wybaczcie, ze taki krótki, ale lepsze tyle niż nic. Myślę, że rozdział nie jest zły. Trochę zaczynamy wchodzić w kolejną kwestię na blogu -miłość. Ostatnie zdanie myślę, że Was zaciekawi. Matko nie mogę się doczekać kiedy będę opisywać wydarzenia na arenie! Mam taki zajefajny pomysł, że po prostu nie mogę. Okej nie zanudzam Was już. Buziaczki i do usłyszenia :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ