-Dzień dobry kochana.
-Cześć. Dlaczego mnie nie obudziłaś? Która godzina?
-Tak słodko spałaś, jak nigdy. Dziesiąta.
-Dziesiąta?! Za dwie godziny mam być gotowa, a ty mnie nie budzisz?
-Zrobiłam dla ciebie sukienkę. Idź się umyć, muszę podszyć jeszcze w paru miejscach.-bez słowa wróciłam do łazienki. Po drodze jeszcze kilka razy wróciłam do "kuchni" aby przynieść sobie gorącą wodę. Domy w siódmym dystrykcie były podpięte tylko do zimnej i pitnej wody. Jedynie w domach dla zwycięzców, było automatyczne podgrzewanie podczas włączania. Chciałabym kiedyś być zwycięzcą. Nie mam już praktycznie nikogo na kim mi zależy. Jestem dokładnie taka sama jak mentorka mojego dystryktu, Johanna Mason. Kiedy wygrała Igrzyska, była nietykalna. Jej najbliżsi nie...Po powrocie z Kapitolu zaczęły dziać się małe bunty. Jej rodzina była oskarżona o przewodnictwo w tym wszystkim, dlatego się ich pozbyto. Pamiętam to jakby zdarzyło się przed chwilą. Jej młodsza siostra była moją najlepsza przyjaciółką. Nigdy nie zapomnę jej śmierci...
Po wyjściu z łazienki podeszłam do stołu aby zabrać sukienkę. Była ona najprostsza w śmiecie. Granatowa, z wielką kokardą na plecach i paroma falbankami. Nic nadzwyczajnego. Ciocia pomogła spiąć moje długie blond włosy w wysokiego kucyka. Jak co roku miałam jednakową fryzurę. Nie chciałam się wyróżniać w tłumie rozwydrzonych bachorów.
Otworzyłam, coś co służyło nam za lodówkę i wyciągnęłam mały talerzyk, na którym były kanapki. Nie wiem jak długo tu leżą, ale nic innego nie mam do jedzenia. Usiadłam przy stole i zaczęłam rozmyślać o Igrzyskach. A jeśli na prawdę mnie wylosują? Wiem, że umiem walczyć, wiele trybutów umiało a i tak ginęli. Strach ich od wewnątrz zjadał. Tak jak i mnie często zjada... W pewnej chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Ciocia gdzieś wyszła, więc to ja musiałam otworzyć. Przed moim domem stał Bash. Przyszykowany na dożynki jak ja.
-Gotowa?
-Poczekaj jeszcze jem. Wejdź.-przekroczył próg mojego domu i jak zawsze szyderczo się uśmiechnął. Nasz dom od zawsze przyprawiał go o kupę śmiechu...nie rozumiałam tego.
-Może usunąć ze swojej buzi ten uśmieszek? Chyba, że mam go sama zlikwidować?-zaczęłam wymachiwać przed nim nożem.
-A co nie podoba Ci się? Zawsze powtarzałaś, że najładniejszy we mnie jest uśmiech.
-Dzisiaj nie mam ochoty na żadne komplementy i żarty.
-Boisz się Dożynek?
-No raczej.
-Nie wybiorą Cię, obiecuje,
-Nie składaj obietnic, których i tak nie dotrzymasz.
-Skąd wiesz?
-Niby co zrobisz, żeby mnie nie wybrali? Nie zgłosisz się za mnie. Tylko jakaś idiotka, która pragnęła by śmierci zrobiłaby to.
-Znajdziemy taką idiotkę, Mamy jeszcze godzinę.
-Proszę Cie nie trudź się. Jak mnie wybiorą trudno. Spróbuje przeżyć jak najdłużej.
-Clarissa, zrozum nie pozwolę abyś zginęła.
-Matko zaraz się popłaczę.-zadziornie się uśmiechnęłam.
-Ja nie żartuje, naprawdę mi na tobie zależy.-w sekundę jego twarz znalazła się centralnie przed moją. Nasze usta dzieliły milimetry. Czułam jak jakaś fala ciepła przepływa przez moje ciało. Ostatni raz czułam coś taka jak miałam 8 lat. Dobrze wiedziałam co się za chwilę zdarzy. Każda komórka w moim mózgu nie chciała do tego dopuści, ale każda komórka ciała całkowicie oddała się Bash'owi. Musnęłam delikatnie jego usta, swoimi i w tej samej chwili do domu wpadła ciotka. Tak samo jak ona wpadła przez drzwi, ja odskoczyłam od Sebastiana.
-Co tu się dziej?-w głosie cioci, usłyszałam zaskoczenie oraz nutkę złości.
-Ja tylko pocieszałam Clarissę. Strasznie się boi że ją wybiorą. Niech pani jej przetłumaczy, że tego nie zrobią, bo mnie nie słucha. Poczekam na zewnątrz.-wyszedł lekko zawstydzony. Ja spuściłam głowę na dół i czekałam na słowa ciotki. Jednak ona popatrzyła się na mnie i odeszła w głąb pokoju. Ze zdziwionym wzrokiem obróciłam się w jej kierunku i patrzyłam na nią jak na idiotkę.
-Nic nie powiesz? Nie masz pretensji? Nie zaczniesz mi prawić jakiś kazań o tym, że jestem nieodpowiedzialna? Że Bash to nie chłopak dla mnie?
-To dobry chłopak. Od lat widzę jak na ciepie patrzy, jak Cię traktuje. Rób co uważasz za słuszne. A na razie idź na dożynki. Zobaczymy się po nich, obiecuję.
-Przestańcie mnie ciągle okłamywać i chronić!-wściekła wybiegłam z domu. Przeszłam obok Bash'a, jakby był jakimś śmieciem. Miałam dość wszystkich, którzy wywierali na mnie uczucia i pragnęli abym je odzwierciadliła. To było jak katusza, jak tortura prosto z Kapitolu.
Usiadłam pod wielkim dębem niedaleko centrum dystryktu. Byłam jedna z nielicznych osób, które jeszcze nie podeszły do poboru krwi. Siedziałam i patrzyłam się w wielka scenę. był na niej mikrofon, da małe stoliki z wielkimi kloszami, w których na karteczkach widniała imiona z pewnością każdego dziecka w wieku 12-18. Z tylu były przygotowane 3 krzesła. Dla naszej ukochanej pani burmistrz Smith, jej synka Gregora i głównego wysłannika z Kapitolu, pana Harpera. Człowiek ten przypatrywał się Dożynkom. Analizował każdy ruch, każdego z obecnych na rynku. Był totalnym świrem, ale tylko tacy żyli w Kapitolu. Jeśli coś byłoby wbrew regulaminowi, winowajcy zostają zneutralizowani, co w wolnym tłumaczeniu znaczy zabici jak bezbronne zwierzę. Zrobiłam kilka głębokich oddechów, wstałam, zamknęła oczy i pomyślałam: "Boże jeśli to ja mam zostać trybutką, zaopiekuj się ciocia, Sebastianem i jego całą rodziną. Mniej również mnie w opiece, chodź i tak wiem, ze nie jestem godna twojej łaski." Otworzyłam oczy i ruszyłam przed siebie. Doskonale wiedziałam, ze słowa o których pomyślałam były zbędne. Nie ma czegoś takiego jak "Bóg". "On" nie istnieje! Kiedy byłam mała, mogłam uwierzyć mamie w te bajeczki o aniołkach, o niebie, o diabłach i o piekle.Gdyby Bóg istniał, czy pozwolił by na takie traktowanie nie winnych ludzi? Z pewnością nie. Rozmyślając o religijnych poglądach dotarłam do kolejki. Serce waliło mi jak zwariowane. Bałam się. Pierwszy raz od śmierci rodziców bałam się tak bardzo, ze nie mogłam ustać na nogach. Wtedy pomógł mi tajemniczy chłopak, a teraz? Dla wszystkich jestem wredna jedzą bez serca. Przede mną stało jeszcze jakieś 6 osób. Z każdym krokiem bałam się jeszcze bardziej, aż w końcu poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Sebastian. Popatrzyłam mu w oczy, a potem bez żadnego wahania wtuliłam się w niego jak w poduszkę.
-Obiecaj, że mnie nie wybiorą proszę!-z trudem starałam się powstrzymać łzy.
-Obiecuję. Spotkamy się później, idź już.-odeszłam. Wiedziałam, ze i tak mnie wybiorą, ale potrzebowałam, aby ktoś mi to powiedział. Podałam rękę jakiejś kobiecie. Poczułam ukłucie na palcu i odeszłam w tłum. Stanęłam pomiędzy Verena i Mercy. Lepszego miejsca nie mogłam znaleźć. One z pośród wszystkich osób żyjących w 7 najbardziej mnie nienawidziły. Zawsze wykorzystywały moment, kiedy przechodziłam małe załamanie i cisnęły po mnie jak tylko mogły.
-Witaj Clarisso. Co taka smutna jesteś? -nic nie odpowiedziałam, jak zawsze starałam się je ignorować.-Ciocia Cię z domu wyrzuciła? Chłopak nie dał buzi na pożegnanie? No pochwal się, nie wstydź się.-jak zawsze zero reakcji z mojej strony. W głębi serca jednak czułam, ze ich słowa mnie pokrzepiły. Poczułam mały przypływ energii, tej pewności siebie, zawziętości, twardości. Wszystko pojawiło się znowu.
-Witam, witam wszystkim! Jak samopoczucia się miewają? Nazywam się Kayla Dress i od dzisiaj jest Waszą nową opiekunką! Nie przedłużając, poznajmy parę szczęśliwców, którym w tym roku przypadnie reprezentowanie 7 dystryktu! Panie mają pierwszeństwo!-Podeszła do wielkiego klosza z nazwiskami dziewcząt. Długo w nim grzebała, aż w końcu wyciągnęła jedną małą karteczkę. Zaczęłam panicznie rozglądać się dookoła. Bardzo chciałam w tej chwili zobaczyć Basha, to chociaż troszkę by mnie uspokoiło.- Dobrze zobaczmy która z dziewcząt dołączy do mnie na scenę. Panie i panowie, tegoroczną trybutką z 7 dystryktu zostaje-zaczęła otwierać kartkę. Serce podeszło mi do gardła, lecz ciągle się rozglądałam- Clarissa Duchanes!-Właśnie w tej chwili mój przerażony wzrok utkwił w Bash'u. Moje oczy zaszła mgła. Nie wiedziałam co się dzieje. Poczułam na sobie spojrzenia każdego dzieciaka z 7.-No proszę, gdzie podziewa się Clarissa? Zapraszam na scenę.- W jednej chwili dziewczyny po mojej lewej stronie zaczęły się rozsuwać, a ja ujrzałam dwóch strażników wyczekujących mnie. Z wielkim trudem zaczęłam kroczyć w ich kierunku i w sekundę znalazłam się na scenie obok klosza, z którego wylosowano moje nazwisko.-Dobrze, wiec teraz czas na uroczego chłopaka, który dołączy do Clarissy.-Podeszła do drugiego klosza. Nie obchodziło mnie kto zostanie wylosowany. Miałam nadzieje, że nie będzie to Sebastian. Cały czas się na niego patrzyłam. Dostrzegłam, ze z jego oczu zaczynają płynąc łzy, a z jego ust odczytałam, że mówi do mnie "Przepraszam". Lecz już wtedy moja twarz przyjęła kamienny wyraz i znów zamieniałam się w "prawdziwą" siebie.-Podajcie sobie dłonie!-usłyszałam podniecony głos Kayli. Kiedy ona zdążyła wylosować tą karteczkę? Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam jego. Chłopaka, który przed wielu laty uratował mi życie. To na pewno on.
______________________________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział! Co o nim sądzicie? Mi szczerze się podoba. Mały romansik wcisnęłam...myślicie, że przetrwa? Następny rozdział może pojawi się w przyszłym tygodniu, zależy od weny. Nie będe się rozpisywać, czytajcie i komentujcie!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Gsibdijwbixdhy nie wiem co napisac swietny wielbie kocham chce wiecej koniec zajebiaszczy <33333
OdpowiedzUsuńRozdział podobał mi się ale mogłaś troche przedluzyc przedstawianie sie nowej opiekunki jak tak dalo sie czytac ale czytalam lepsze nastepnym razem bardziej sie postaraj i wkradlo sie kilka bledow zapewne z pospiechu ale musisz nad tym popracowac :)))
OdpowiedzUsuńPS nie rozumiem o co ci chodzilo z tymi butami ni z tego ni z owego gif ze szpilkami ? lekko żałosne
UsuńDzięki za uwagi, one są mi bardzo potrzebne! Będę nad tym pracować, chociaż nie obiecuje szybkiej poprawy, jeśli o to chodzi.
UsuńWitam serdecznie, ponownie wracam. Jestem w takim stanie, że raczej nie powinnam komentować nowych rozdziałów, ale potem zapomnę i znowu wrócę po miesiącu. Swoją drogą nie pamiętam, czy dodałam Twój blog do linków, czy też nie. Potem sprawdzę i się upewnię ^^ Rozdział mi się podobał, było kilka błędów, typu literówki, żeńska osoba przy Sebastianie, oraz coś co mnie strasznie rozśmieszyło: gdy opisujesz sukienkę zamiast świecie napisałaś śmiecie. Wyobraziłam sobie ciocię Clar, która grzebie po śmietnikach :) Potem śmiałam się z romansu (swoją drogą mieć osiem lat i już się taak zakochać ^^). A i jeszcze te kanapki i znowu ciocia, która przychodzi do domu i mówi: Ahh, jestem zua, bo się całujecie! A przeszło mi, idźcie na dożynki ^^ Przepraszam, że się śmieje po prostu mam dziś strasznie wesoły dzień! Poza tym (już się uspokajam...) podobało mi się jak przedstawiłaś scenę losowania. Fajne emocje, reakcja Basha, ta scena gdy ona się patrzy, a on płacze. No i najlepsze było zakończenie. Ja już chcę wiedzieć, kim jest ten chłopak. Uratował jej życie? Przez sekundę miałam przed oczami Peetę (*W*) wymachującego chlebem przed oczami Clar... Poniosło mnie. Kończąc podobało mi się. Nie ogarnęłam za bardzo tego gifa, jeśli chodziło Ci o przedstawienie nowej opiekunki to może lepszy byłby gif jej całego stroju? Nieważne. Pozdrawiam gorąco!
OdpowiedzUsuńPS. U mnie na igrzyska-vivien.blogspot.com nowy rozdział, wpadnij!
Jak to mówią teletubisie - tulimy i do następnego długiego komentarza! <3
Spojrzałam, no i jesteś w moich linkach ;)
UsuńMatko ależ ty mi się tu rozpisujesz. Mam ciekawą lekturkę czytając twoje komentarze, ale one są świetne. Ciesze się, że bawi Cię to wszystko ^^ Szczerze się przyznam, że rzadko sprawdzam co i jak napisałam, cóż moje lenistwo się tu wkrada. Będę nad tym pracować ;) A do ciebie oczywiście, ze wdane jestem ciekawa co i jak się tam dalej będzie działo z Vivien.! Jak chcesz to tulimy <3 i czekam na następny długiiii komentarz!
UsuńOch my God ! Jak ty mogłaś :c Jak ty mogłaś :c W takim momencie ? Teraz nie będę mogła spać :c
OdpowiedzUsuńNominuję Cię do Liebster Blog Award ;) http://differentisperfect.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html
OdpowiedzUsuń