"Im groźniejszy wróg, tym boleśniej upada."
-Dan Brown
Po całym przejeździe i cudownym wygłoszeniu lekko schorowanego prezydenta wróciliśmy do pomieszczenia, z którego wyjechaliśmy. Po zejściu z rydwanu, z wielkim uśmiechem na twarzy podbiegła do mnie Kayla. Wpatrywała się, e mnie jak w jakiś drogocenny obrazek.
-Kochana...wyglądasz nieziemsko! Nawet taka umorusana. Jak się czujesz.
-Wyśmienicie! O ile zaraz nie puszczę tutaj pawia...
-A ty młodzieńcze?
-Normalnie.-ten idiota, miał cały czas wzrok wbity w konia. Zachowywał się jakby miał na niego wskoczyć i uciec daleko stąd. Co ta tchórz. Większego chyba ten kraj nie widział.
Nagle usłyszałam klaski za sobą. W naszą stronę kroczyła Johanna w towarzystwie jakiegoś mężczyzny oraz Jelena, która ciągle klaskała. Podeszła do mnie, przeczesała mi rekom włosy i zdjęła naszyjnik po czym odeszła. Teraz mogłam się lepiej przyjrzeć towarzyszowi Johanny, który wraz z nią szedł bardzo powoli. Był to Finnick Odair. Bóstwo każdej kobiety w Kapitolu. Nie powiem, że nie jest przystojny, ale dla mnie jest za stary. A poza tym ma jakąś ukochaną i dziecko. Wraz z Johanna zbliżyli się do mnie i bacznie się mi przyglądali.
-Jak masz na imię?-zapytał takim strasznie melodyjnym głosem.
-Clarissa.
-Nazwisko?
-Duchanes.
-Rodzina?
-Tylko ciotka.
-Status związku?-wtrąciła Johanna z szyderczym uśmieszkiem.
-Co wy wywiad robicie czy książkę piszecie? Co on tu robi?-niezbyt grzecznie wskazał na Finnicka, za co spojrzenie Kayli mnie skarciło.
-Cóż chciał poznać moich podopiecznych. Zachwyciły go Wasze stroje.-przeniosła wzrok na Jasona.-Mówiąc szczerze mnie również. Już myślałam, że będziecie mieć taką stylistkę jak ja, która aby podkreślić to, że pochodzicie z dystryktu drzew każe Wam ubrać jakieś zdrewniałe wdzianka. Jednak się myliłam.
-Nie mogę uwierzyć, że Johannie Mason coś się podobało. Zdarza się to często?-zwróciłam się do Finnicka.
-Nie.
-Przepraszam bardzo czemu się ze mnie nabijacie? Chcecie być drudzy w kolejce zaraz po mojej stylistce, których buźki potraktuje siekierą?
-Z tego co pamiętam obiecywałaś to już pięć lat. Podczas tej cudownej podróży w windzie z Kochankami i ich uroczym pijakiem-mentorem.
-Jak doskonale wiesz, nie miałam takiej sposobności.
-Dobra, możemy już iść a nie dyskutować tutaj? Chciałabym się umyć, jakby ktoś nie widział paliłam się.-odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść do wyjścia. Za mną biegła Kayla, po niej Jason a na szarym końcu Finnick krzyknął do Johanny-Czy czasem ta mała to nie twoja córka? Ma tak niewyparzony dziób jak ty.-i przeraźliwie się zaśmiał. Ja już na szczęście stałam pod windą. Nie mogłam się doczekać kiedy w końcu doprowadzę się do ładu i oglądnę powtórki z dożynek i parady.
***
Wyszłam ze swojego pokoju z wilgotnymi włosa, ubrana w zwiewną, szarą koszulkę i luźne, czarne spodnie. W salonie znajdowałam się sama.Zaraz miała być kolacja, więc zdziwiło mnie to gdyż, zazwyczaj to ja się spóźniam. Podeszłam do okna i przyglądałam się widokom Kapitolu. Nie było to brzydkie miejsca, ale zbyt nowoczesne. Za dużo tu dróg, sklepów, mieszkań i ogólnie tych wszystkich budynków. Brakuje zieleni i całej tej przyrody, która sprawia, że chce mi się żyć na tym podłym świecie.
Z zamyślenia wyrwały mnie czyjeś kroki. Gwałtownie się odwróciłam i ujrzałam Jasona. Popatrzył na mnie wrogo i usiadł na kanapie wpatrując się w czarny ekran. No i jak można go nie nazywać kretynem?-zapytałam samą siebie w myślach opuszczając ze znudzenia ręce. Bez słowa udałam się do jadalni. Miałam malutką nadzieję, że kolacja jest już naszykowana bo straszliwie umierałam z głodu. Nie myliłam się. Na stole znajdowało się pełno ciepłego pieczywa, szynek, różnorodnych serów, owoców i warzyw. Do tego przy każdym miejscu siedzącym leżała miska czegoś, czego nigdy nie widziałam, ale wyglądało apetycznie. Bez zastanowienia odsunęłam jedno z krzeseł, chwyciłam w ręce widelec i już miałam go w bić w jakiegoś placka, jednak się powstrzymałam. Przypomniałam sobie w tamtej chwili o Kayli. Nie przepadam za ta lafiryndą, ale nie chciałam sobie robić więcej wrogów niż spotkam na arenie. Odłożyłam spokojnie widelec i ruszyłam w stronę pokoju mojej opiekunki i mentorka a także poprosiłam jedną z awoks, aby zawołała Jelenę oraz stylistkę Jasona. Powoli kroczyłam korytarzem. Nie wiedziałam czemu. Może tęsknota za rodziną z każda chwilą, kiedy jestem sama wzrasta? Może już nie potrafię być twarda, wredna i bezuczuciowa? Może powinnam już umrzeć by oszczędzić bliskim widoku kiedy to ostatni raz wdycham powietrze do moich płuc? "Zaraz! O czym ty myślisz dziewczyno?! Nie możesz zawieść rodziny. Nie możesz zawieść ludzi w całym Panem, którzy i tak mnie nie znają, ale może poznają. Nie możesz zawieść siebie. Przypomnij sobie o czym pomyłaś przekraczając próg pociągu? Powiedziałaś sobie, że wygrasz i raz na zawsze pokonasz cały system prowadzony przez Kapitol. Przejdziesz do historii jako ktoś, kto wyzwolił lud z niewoli! Będziesz niczym Mojżesz wyzwalający lud Izraelski z niewoli Egipskiej, ale to tak na marginesie. Ale najważniejsze, ze kiedy wrócisz do domu będziesz w nim żyć jako wolny obywatel, albo pozwolisz setką ludzi na takie życie"-uwielbiałam ten głos, który od jakiegoś czasu mi towarzyszył. Co z tego, że należał do mnie i żył "we mnie." Jest dla mnie jak przyjaciółka, przewodniczka, mentorka...
O wilku mowa! Stanęłam właśnie przed drzwiami do pokoju Johanny. Nie wiem co mnie hamowało przed zapukaniem.
Strach?
Ja go nie czuję.
Trema?
Nie stosuje takiego wyrazu.
W końcu odważyłam się i mocno walnęłam w drzwi. W chwilę później z impetem drzwi się otworzyły.
-Czego się tak tłuczesz?
-Cóż nie przychodziłaś, myślałam, ze śpisz.
-Pomyłka! Co chcesz?
-Zaprosić Cię na kolację i wspólne oglądniecie powtórek z Dożynek i Parady.
-Weź nie tak oficjalnie. To miejsce chyba Ci nie służy. Zaczynasz czasem się zachowywać jak jedno z tych popaprańców.-miała na myśli ludzi z Kapitolu. Fajnie. Miałam pozostać twarda i silna, a staje się głupia i dziwna.-Ale twoje zaproszenie jest kuszące, więc z niego skorzystam. A i nie sil się na wołanie piszczałki. Wyszła gdzieś na tych swoich chudych, krzywych szczudłach.
-Dobrze wiedzieć.-w kompletnej ciszy, która mnie przytłaczała wróciłyśmy do jadalni i zaczęłyśmy konsumować kolację. Po zjedzeniu posiłku, który jadłyśmy we dwie, udałyśmy się do salonu gdzie przez cały czas siedział...Jason.
-Czemu nic nie jesz? Nie pijesz? Nie śpisz? Nie gadasz? Chcesz szybciej umrzeć?
-Cóż przy twoich metodach mentorowania, wolę umrzeć tu i teraz niż tam i później.-jak widzę nie tylko ja przechodzę jakiś okres myśli samobójczych.
-O widzę, ze ty chyba jednak masz ochotę przeżyć na arenie. Trzeba było mnie z tym faktem oświecić, a nie zachowywać się jak dzikus z buszu wyciągnięty.Ale dobrze skoro chcesz, aby zaczęła Ci mentorować to dobrze.-wyszła na środek-Otóż jak na razie patrząc z punktu otrzymania jakich kol wiek środków do życia na arenie, wygrywacie. Macie całą masę ubiegających się o Was sponsorów. Przebiliście pewniaków z czwórki. Za ich ciuszki dali tyle, co by starczyło na wykarmienie wszystkich dwunastu dystryktów. Wiec jeśli chodzi o rzeczy materialne, maci szansę przeżyć.
-A nie materialne?-ciekawe co sadzi o naszym wyszkoleniu.
-Dowiemy się jutro. Pierwszy trening. Bądźcie gotowi na wszystko. Ale najważniejsze starajcie, się zachować swoje umiejętności w tajemnicy.
-Po co?
-Da Wam to przewagę na arenie. nikt nie będzie wiedział do czego jesteście zdolni i wszystkich zaskoczycie.
-Tak jak niegdyś Snooky z piątki i ty?
-Tak, właśnie tak. Albo jeśli wolicie to pokażcie wszystko co najlepsze i nastraszcie wrogów, których zaraz Wam przedstawię. Zrozumiane?-kiwnęłam głową.-A dla Ciebie wystarczy tyle rad jak na jeden wieczór?
-Oczywiście.-Boże co za idiota.
-Dobra do teraz przejdźmy do rzeczy, którą uwielbiam. Trybuci. Na pierwszy rzut nie podam Wam ich umiejętności, ale będziecie mogli się im przyjrzeć i ocenić czy są groźni czy nieszkodliwi. Nagrania są dobrze zmontowane. Najpierw będziecie mieć scenę z udziałem trybutów z jedynki podczas dożynek, a zaraz po tym z parady. Na koniec, krótkie wrażenia i do łóżek. Ou zabrzmiałam jak matka. Dobra skupcie się.
-Tobie to jakoś nie wychodzi-zawsze muszę komuś coś powiedzieć. Znaczy zawsze jak jestem już znudzona czyimś ględzeniem. Johanna bez słowa sięgnęła po pilota, włączyła ekran i ustawiła się obok niego.
-Dystrykt pierwszy. Najbardziej zwycięski dystrykt w całym Panem. Tegoroczni trybuci Ruby i Silk.-dziewczyna, Ryby. Wysoka blondynka o zielonych oczach i jasnej karnacji. Na oko dobrze wyszkolona, bezwzględna i wredna. Chłopak, Silk. Również wysoki o brązowych włosach i oczach, jasnej karnacji, dobrze zbudowany i wyszkolony. wydaje się być miły, ale z dwóch pierwszych i z czwartego dystryktu ludzie tacy nie są. -Jak widzicie stylistkę maja kiepską. Wiecie pierwszy dystrykt, najbogatszy, te wszystkie świecidełka muszą być, ale tutaj lekka przesada.-I tutaj przyznam szczerą rację Johannie. Z daleka patrząc wyglądają normalnie. Ostry żółty nie jest taki przerażający, ale doczepione do tego kilogramy diamencików, a w głowach jakieś rubiny, szmaragdy i Bóg wie co jeszcze-masakra.
-Dystrykt drugi. Drugi pod względem liczby zwycięstw. Trybuci Juliette i Mortimer.-Dziewczyna, na pewno wredna i przebiegła. Blondynka, to może na głupią wyglądać, ale na pewno taka nie jest. Średniego wzrostu, mało wyszkolona, jasna karnacja i szaro niebieskie oczy. Chłopak, przystojny, średniego wzrostu, jasna karnacja, brązowe włosy i oczy. Dobrze wyszkolony, wygląda na niegroźnego, ale jak już wspomniałam to tylko pozory. Stroje z parady ujdą. Szare, odzwierciedlające jakieś cegły czy coś. Nie tak tragiczne jak w jedynce.
Dystrykt trzeci-Genevieve i Mycroft. Dziewczyna dość wysoka, o jasno brązowych włosach i zielono-brązowych oczach. Nie jest jakoś specjalnie wyszkolona, ale na pewno bardzo inteligentna, jak większość z tamtego dystryktu. Chłopak...wygląda na jakiegoś psychopatę. Blond włosy, niebieskie oczy, średni wzrost i jasna karnacja. Jego spojrzenie samo w sobie zabija. Aż mnie ciarki przeszły.Stroje dość dziwne. Dystrykt trzeci to wynalazki i tego typu rzeczy. I tak właśnie wyglądają trybuci. Połączenie różnych kabli i części, złożonych w jakąś całość. Dziwnie i strasznie.
Dystrykt czwarty- Madeline i Chuck. Brązowe oczy i kręcone włosy tego samego koloru. Chodzi o dziewczynę do, której się trochę pomyliłam. Tutaj wygląda na nieśmiałą i bardzo skryta nastolatkę. Za to chłopak...chodzący zabójca i wcielenie szatana. Wredota aż z niego kipi. W sumie miło, nie będę jedynym aż tak wrednym stworzeniem na arenie.Co do strojów, to jak na razie najlepsze. Niebieskiego koloru z materiału, który pod wpływem ruchu wygląda jakby mieli na sobie ubraną wodę. Śliczne.
Dystrykt piąty-Constance i Adam. Dziewczyna wygląda na bardzo, bardzo mądrą i przebiegła. Ma brązowe włosy i o ile się nie mylę zielone oczy. Jasna karnacja wspaniale pasuje do jej karnacji, która przypominałam skały wraz z ziemią. Nie była zła. Chłopak natomiast, miał ciemniejsza karnację i jaśniejsze włosy a do tego zabójcze niebieskawe oczy. W swoim stroju, który wyglądał jak zwykły garnitur w kolorach szaro-brązowych, wyglądam cudownie. Nie sądziłam, ze kiedyś użyję tego słowa...Kapitol źle na mnie działa.
Dystrykt szósty-Abigail i Christian. Dziewczyna ma niewiele jak dwanaście lat. Współczuje jej. W ogóle nie wygląda na doświadczoną. Jest kompletnie przerażona i nie winna. chyba, ze tak świetnie gra, ale nie wydaje mi się. Chłopak jest przystojny. Nawet bardzo. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Obydwoje byli ubrani w stroje bagażowych. Skromne smoki...coś tam były w miarę normalne.
Teraz my...nie wiem czym tak wszyscy się zachwycali. Wcale nie wyglądamy zjawiskowo, tylko jakbyśmy się nie myli całe życie. Ale trzeba przyznać, że wszystko prezentuje się ślicznie. Tyle, że na mnie wygląda paskudnie.
Dystrykt ósmy-Leah i Benedict. Dziewczyna o jasnej karnacji, niska, ciemne włosy i lekka uroda Azjatki. Niezbyt groźna. Na pewno przebiegła. Co do chłopaka, również młodziutki jak dziewczynka z szóstki. Burza jasnych włosów na głowie i zielone oczy o ile się nie mylę. Co do strojów to chyba najprostsze, ale i brzydkie. Nie wiem dlaczego stylistka postawiła tutaj na swetry. Nie ma jeszcze zimy.
Dystrykt dziewiąty-Grace i Artur. Uprawa zboża...widać to kiedy tylko patrzy się na tę dwójkę. A raczej ich stroje. Żółte z takimi ziarenkami, jakie ma zboże. Przerażające...Dziewczyna ma długie brązowe włosy i oczy, więc jej uroda trochę przyćmiewa sukienkę. Chłopak niczym specjalnym się nie wyróżnia. Ciemne, krótkie włosy i ładna buźka, też jakoś przyćmiewają te żółte coś, co ma na sobie.
Dystrykt dziesiąty-Prudence i Gabriel. Na każdej paradzie nie może zabraknąć komicznych ciuchów. Jak to praktycznie zawsze pochodzą one z tego dystryktu. Tutaj szczególnie zajmuje się hodowlą bydła, dlatego też trybuci mają na sobie zwykłe przebrania krów. Kompletnie nie mogę przyjrzeć się ich twarzą. Czyżby to była jakaś zagrywka?
Dystrykt jedenasty-Nora i Nate. Obje ciemnej karnacji, ciemnych włosach i oczach. Dziewczyna widać przerażona i całkowicie nieszkodna. I jak ja mam ją zabić? Chłopak...strasznie podobny do Nory. Wyszkolony, dobrze zbudowany.
Dystrykt dwunasty-Anabeth i Paul. Kopalnie. Węgiel. Wydobywanie. W tym roku styliści postawili tutaj na normalność, ale z nutą stylu. Stroje są zwykłymi górniczymi ciuchami, w kolorze czarnym. Twarze jak i włosy mają ubrudzone smołą albo jakimś węglem a w rękach trzymają łopaty. Nie jest w stanie ich opisać przez brud. Tutaj wydaje mi się, że jest jakaś przykrywka. W końcu dwunastka to dystrykt pod wodzą byłe przedstawicielki rebelii. Wszystko jest możliwe. Tak możliwe jest to, że wszyscy Ci ludzie udający niewiniątka tak na prawdę to żądne krwi, bezuczuciowe potwory, którzy przy najlepszej okazji mnie wykończą. Patrząc na wszystkich czuję się jak najsłabsze ogniowo. Co z tego, ze wszyscy, którzy mnie znają dokładnie twierdzą, że jestem niezwykła. Potrafię walczyć, postawić się ludziom, władzy i nawet prawu. Nie jest żadną nową nadzieją na wolność, jak to Sebastian mi powtarzał. Jestem tylko głupią dziewczynką po trudnych przejściach, która nie będzie w stanie zabić niewinnych ludzi.
***
Nareszcie udało mi się to napisać! I jak Wam się podoba? W jakiś szczególny sposób nie opisywałam postaci, gdyż stwierdziłam, że to nie ma sensu...
Macie zakładkę oraz ...filmik! Zrobiłam go już dawno, ale nie chciałam Wam go wcześniej pokazywać. Tsaaa jestem wredna :D Znajdziecie go w zakładce Fabuła/Zwiastun.
Co do rozdziału jeszcze mam mieszane uczucia. Jest taki strasznie prosty i zaczynam powoli pisać takim językiem gimbusa. Wybaczcie mi, ale dawno nie czytałam jakiejś takie starej, dobrej literatury. Chodzi oczywiście o lektury, nie myślcie sobie, że takie książki mnie interesują. Po prostu lubię je czytać, bo zawsze poprawiam sobie język do pisania. ale mniejsza z tym. Zapraszam do czytania, komentowania i obserwowania bloga.
LIMIT!
9 KOMENTARZY=NOWY ROZDZIAŁ!
I uprzedzam to mają być tylko wasze komentarze! Swoich w to nie będę wliczać! Czyli jeśli ktoś nie kuma w sumie pod postem ma się pojawić, ze dodanych jest 18 komentarzy. 9 Waszych 9 moich, jako odpowiedzi. Do dzieła kochani!
Pozdrawiam i ślę buziaczki :*
Hej :)
OdpowiedzUsuńNa początku musisz poprawić błędy... ale wybaczam ;)
Ogólnie ciekawe, ale czekam na następne rozdziały, żeby się wszystko rozkręciło.
Moje opowiadanie w trakcie pisania, jak założę nareszcie tego bloga, to podrzucę link.
Czekam na kolejny rozdział i czekam :( Jak na razie piszę własną opowieść...
OdpowiedzUsuńA ja czekam i czekam na komentarze, jedna coś ich nie widać :(
UsuńTo pisz to opowiadanie, bo tez Ci coś marnie idzie :)
Wcale nie :D Mam już 98 stron w wordzie, a mam jeszcze całe mnóstwo pomysłów :)
OdpowiedzUsuńA masz komentarz :3 Natalo dawno go nie czytalam i w końcu postanowilam nadrobic i kurde cudowne a te postacie sa tak wszystkie piekne ze chcialabym aby nikt nie umarl i zeby wszsyscy byli ze sobą w sojuszu :*
OdpowiedzUsuńStrasznie podoba mi się Twoje opowiadanie! Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuń~Dark C.