(Rozdział z dedykacją dla Idzik, która zawsze cierpliwie czeka na rozdziały.) :D
-Kochanie nie martw się. Poszedł z Julianem na trening. Zaraz powinni wrócić.
-Ale zaraz może przyjść kontrola. Strażnicy się zdziwią, że jesteśmy tylko we trzy.-w oczach blondy zbierały się łzy. Matka bez zastanowienia, jak zawsze w takich sytuacjach podchodziła do swojej najstarszej córki i starła się ją pocieszyć. Młodsza z córek siedziała jak zawsze na dywaniku przy kominku i bawiła się jedyną lalką jaką posiadała. Brudną, lekko przypaloną i poszarpaną.
-Carmen, wszystko będzie dobrze jak zawsze. Idź do pokoju i zajmij się nauką, dobrze?
-Nigdy Cię nie zrozumiem. Jak w takich czasach możesz normalnie kazać mi iść się uczyć?
-Ponieważ bez wykształcenia....
-Jakiego wykształcenia? Jedyne czego mnie tam uczą to to, jaki Kapitol jest cudowny, że bez niego nasze życie nie miało by miejsca. To nazywasz wykształceniem?
-Carmen nie zaczynaj wszystkiego od nowa. Po prostu idź do siebie, proszę.
-Wiesz co? Ma dość twojego ciągłego dyrygowania mną! Mam szesnaście lat i mogę robić to co mi się podoba. A teraz skorzystam z twojej propozycji, ale opuszczę ten dom a nie pokój! Żegnaj!-dziewczyna wzięła z krzesła przy drzwiach poniszczoną skórzana kurtkę i wbiegła z domu zatrzaskując drzwi. Matka dziewczyny ze łzami w oczach, podeszła do swojego najmłodszego dziecka i wzięła ją na racę.
-Boże Clariiso, oby tobie jedynej nigdy się nic nie stało.
Gwałtownie zerwałam się z łózka. Nienawidziłam swoich snów a zwłaszcza tych, w których widzę sceny ze swojego dzieciństwa. Te pamiętałam do tej pory przez mgle. Pamiętam najbardziej fakt, ze tego dnia po raz ostatni widziałam swoja starszą siostrę. Miałam wtedy zaledwie trzy lata, a mój brat osiem. Z opowieści mamy wywnioskowałam, że była straszną buntowniczką. Gdyby wylosowali ją do Igrzysk, może ona przyniosłaby jakieś zmiany. Niestety tak się nie stało. Natomiast moja druga siostra, której nigdy nie miałam sposobności poznać gdyż została wylosowana na dwa lata przed moim narodzeniem umarła w dość wysokim etapie Igrzysk. Tata opowiadał, że doszła aż do finałowej ósemki mając zaledwie trzynaście lat.
Ciekawe jak wysoki mi się uda dojść.
Spojrzałam na zegar. Była godzina 6.59. Za chwilkę powinnam usłyszeć walenie w drzwi. Ciekawe kto tym razem, będzie ich nadawcą. Johanna? Kayla? Jelena?
-Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem-odliczałam sobie na głos-trzy, dwa, jeden....[Puk, puk!].-Zrzuciłam z siebie kołdrę, włożyłam kapcie na nogi i wolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Ciekawe jaka będzie reakcja, kiedy ktoś z wymienionych wyżej osób zobaczy mnie rozbudzoną bez szopy na głowie.
-Spokojnie już nie śpię, idę się ubrać, zara.....-zaniemówiłam. Przed moimi drzwiami stał Chuck. Opierał się o framugę drzwi i przybrał niegrzeczny uśmiech na twarzy.
-Jak chcesz mogę pomóc Ci się ubrać.
-Co ty tu robisz? W ogóle jakim cudem wdarłeś się na nasze piętro?
-Normalnie. Jest godzina siódma rano, wszyscy w Kapitolu śpią a poza tym dzisiaj ostatni wspólny trening i większość z personelu i ochrony smacznie sobie śpi.
-Pytałam co tu robisz?
-Chciałem zobaczyć księżniczkę z rana. Nawet prosto z łózka wyglądasz zabójczo.
-Daruj sobie ten tani podryw. Do czego zmierzasz przez niego?
-Do zbliżenia i ocieplenia naszych relacji. Przemyślałaś moją propozycję?-stanął parę centymetrów od twarzy.
-Właściwie to tak. I cóż zostałam zmuszona przez moją kochaną mentorkę do tej decyzji dlatego...
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Kolejny członek w grupie.
-Jakiej grupie?
-Słabszych. Już zawarłem tymczasowy pokój z ludźmi z piątki, dziesiątki, jedenastki i dwunastki. Teraz doszłaś ty i jak mam rozumieć również młoda z szóstki.
-Po co Ci jestem potrzebna w tak licznej grupie?
-Im nas więcej tym weselej. A poza tym mam osobę, którą mogę wkurzać.
-Czy twoja urocza towarzyska z dystryktu nie będzie zazdrosna?
-Madeline? Chyba kpisz....ona się nawet do mnie odzywa.
-Serio? Sprawiała wrażenie zimnej suki.
-Dla twojej informacji ty nią jesteś.
-Cieszy mnie to. Coś jeszcze?
-Do wszystko. Nie dostanę buziaczka na pożegnanie?
-Może jeszcze frytki do tego? Spadaj już stąd!-trzasnęłam drzwiami i udałam się do łazienki. Chyba nie uwierzył w gadkę o zmuszeniu mnie przez Johannę do zawarcia sojuszu? Chociaż jej zachowanie na to wskazywało. Nie wiem czemu mnie się tak czepia. Kretyn-Jason odkąd zaczęły się treningi czyli tydzień temu nie dotknął żadnej broni ani nie stawił się w żadnym stanowisku. Nie zamienił słówka z nikim, tylko siedzi w koncie i gapi się w podłogę jak jakieś psychiczny człowiek, który dopiero co uciekł z wariatkowa.
Założyłam na siebie strój treningowy, włosy spięłam w koka i ruszyłam w stronę jadalni. Będą u wylotu korytarza łączącego nasze pokoje z salonem usłyszałam wyraźne krzyki Johanny i poirytowany głos Kayli. Z pewnością wyładowywały te emocje na Jason'ie. Bo przecież na kim tu innym?
Kiedy podeszłam do stołu i delikatnie stuknęłam łyżeczką w stół wszystkie trzy pary oczu skierowały się na mnie. "Jaka synchronizacja" pomyślałam.
-Dzień dobry wszystkim. O co znowu poszło?
-Cóż twój drogi przyjaciel-wskazała na Jason'a- wczoraj wieczorem wpadł na cudowny pomysł aby skoczyć z dachu.
-Kreatywne nie powiem.-obracałam w palcach jabłko.
-Nie masz nic więcej do powiedzenia, młoda damo?
-Kayla, a co mam niby powiedzieć? Nie obchodzi mnie jego życie, tylko moje. Chce zginąć-bardzo proszę nie bronie mu. Ale myślę, że ciekawiej by było gdyby zrobił to na arenie. Może wtedy ktoś by za nim płakał.
-Czy mogłabyś zamknąć ten dziób i nie wypowiadać się na temat mnie?-Jason w mgnieniu oka przywarł mnie do ściany i przyłożył nóż do gardła.
-No proszę jednak coś umiesz. Zabijesz mnie teraz?
-Zrobię to z miłą chęcią.....-chwycił nóż pewnie w ręce i zamachnął się. Johanna była jednak szybsza i powaliła go na ziemię. Nóż pozostał przy moich stopach.
-Czy ciebie do reszty pojebało, człowieku? Masz zamiar spędzić resztki swoich dniu w tych obskurnych celach Kapitolu? Czy może z niewinnym ludzkim życiem na sumieniu?
-Lepsze to niż uczestnictwo w głupiej grze.
-Ktoś tu ma chyba niepokolei w głowie....
-Clarissa!
-Dobrze, przepraszam ja.....
-Zamknij tę twarz i wynoś się na dół. Nie widzisz tego mordu w jego oczach? Lepiej nie kusić diabła...-To raczej Johanna patrzyła się na mnie z mordem w moczach. Kayla z wyrzutami a kretyn z obojętność i....przebłyskami tej chęci wbicia noża w moją pierś, szyję lub głowę. Posłusznie udałam się do drzwi, a stamtąd do holu gdzie w spokoju miałam czekać na ostatnie miłe spotkanie na sali treningowej z resztą trybutów.
***
-Clarissa-z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos. Podniosłam gwałtownie głowę. Na przeciwko mnie stał Adam, chłopak z piątki. Ciekawe czego on chce....
-Adam jeśli się nie mylę?-powiedziałam to najmilej jak potrafiłam, jednak nie jestem pewna czy wyszło to wedle moich zamiarów.
-W rzeczy samej.
-Co Cię o mnie sprowadza?
-Sojusz. Słyszałem, że zgodziłaś się być w naszej "małej" grupce. Chciałem Cie bliżej poznać.
-Wybacz, ale nie jestem zainteresowana. Na Arenie pewnie ktoś z naszej "małej"grupki od razu mnie wykończy.
-Skąd ten pomysł?
-Cóż nie jestem na tyle głupia aby nie czuć tej nienawiści do mnie ze strony wszystkich.
-Nie wiesz jak bardzo jesteś nam potrzebna....
-Clary!-w swoim malutkim stroju treningowym podbiegła do nas Aby.
-Cześć kurduplu.
-W takim razie nie będę panią przeszkadzał. Do zobaczenia później.- odwróciłam się na pięcie i ruszył w głąb korytarza.
-Czego chciał?
-Trochę bardziej mnie zdołować. Słyszałaś? Zawarłyśmy dzisiaj potężny sojusz.
-Z kim?
-Czwórką, piątką, dziesiątką, jedenastką i dwunastką.
-Boże większego się nie dało?
-Sami się doczepili.
-Dlaczego się zgodziłaś?
-Gdyby Ciebie również gnębiły te śliczne oczka Chuck'a....
-Fajnie wiedzieć, że mam śliczne oczy.-Tuż koło mojego ucha rozległ się głos Chuck'a. Podskoczyłam jak porażona prądem.
-Nie no jeszcze ty.....
-Wiem, że za mną tęskniłaś. Mogę się przysiąść?
-Jak musisz...
-Uwielbiam tę obojętność w twoim głosie. Powtórzysz to dla mnie jeszcze raz?
-Weź się odwal.-odepchnęłam go od siebie gdyż jego bliskość była niebezpieczna. Aby słodko zarechotała.
-Z czego tak się cieszysz?
-Zachowujecie się jak jakieś stare małżeństwo. Może zostawię Was w spokoju?
-Nawet się nie warz.
-Dobrze mamusiu......
-Nie jestem twoją matko, Abigail.
-A może pobawimy się w domek? Ja będę tatusiem ty mamusią, a młoda naszą córeczką?-Czy tego człowieka do reszty pogięło? W co on sobie pogrywa?
-Masz coś z głową? Pojutrze będziemy się zabijać a ty mi tu o jakiejś zabawie we wspaniałą rodzinkę wyskakujesz.
-O Boże jakaś ty sztywna jesteś. Ani grama poczucia humoru. Czy kiedykolwiek go miałaś?
-Dla twojej informacji tak. Dopóki nie zostałam zimną, osieroconą suką, z ciotką z zaburzeniami nerwowymi i przyjacielem szalejącym na moim punkcie.-Wypowiedzenie tych słów było najgorszą rzeczą jaką zrobiłam i przyniesie wiele nieoczekiwanych konsekwencji.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No w końcu!
Wymordowałam ten rozdział po prawie miesiącu pisania. Nie jest on może jakiś bardzo nawiązujący to tego dramatu Igrzysk, tylko taki mały zabawniejszy odrywnik. Trochę krótki, ale chyba liczy się to, że w ogóle jest, nie?
Następny rozdział postaram się napisać jeszcze w tym tygodniu. Niczego nie obiecuję, gdyż nie składam obietnic, których nie jestem czasem w stanie wykonać. Czekajcie cierpliwie.
Limit!
5 komentarzy=nowy rozdział
Mam nadzieję, że podołacie temu malutkiemu zadaniu. Czekam na masę krytyki z Waszej strony. Buziaki i do napisania.
Pozdrawiam Natalia G ♥
Pierwsza! Ogólnie rozdział ciekawy, zwłaszcza sojusz i Jason, trochę nie mogę go rozgryźć - co ona zamierza? A poza tym trochę błędów się uzbierało. Zwykle przymykam na to oko podczas czytania, skupiam się na treści i rozumiem, że nie zawsze na się czas na sprawdzanie - u mnie pewnie też jakieś się znajdą. Ale nie mogłam opanować śmiechu kiedy czytałam o zamknięciu twarzy i mordzie w moczach ;) Strasznie zaciekawiła mnie starsza siostra - pojawi się jeszcze? Życzę weny i serdecznie pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńNa wszystkie swoje pytania odpowiedzi powinnaś dostać za jakiś czas. Co do błędów na prawdę przepraszam, ale chciałam jak najszybciej dodać notkę, więc nie było już kompletnie czasu na ich poprawienie.
UsuńBuziaki :*
Wreszcie napisałaś! :))
OdpowiedzUsuńUwielbiam tę powieść. <3
Jeśli chodzi o błędy, mnie również rozbawił błąd z moczem. :D
Pozdrawiam.
Hahahah nawet nie zauważyłam tego błędu :D
UsuńPrzynajmniej można było się pośmiać :D
Dziękuje za komentarz :*
Wybacz, że piszę z anonimu, ale nie mam konta na żadnym z tych portali i nie mam ochoty zakładać. Postanowiłam napisać, bo uważam, że masz potencjał i mogłabyś pisać świetne opowiadania, ale opieranie swojej powieści o czyjąś nie jest kreatywne, a wręcz banalne.
OdpowiedzUsuńNie zgadzam sie z opinia tego oto wyzej anonima.. Masz potencjal to fakt i moim zdaniem przerabianie to dobry pomysl :D opierasz sie tu na igrzyskach smierci ale to jest tylko to ze uczestnicza w tych igdzyskach a historia jest calkowicie inna i szczerze to mi sie to strasznie podoba, miglabym czytac to caly czas :) mam nadzieje ze nie porzucisz pisania tego bloga i mysle ze szybko dodasz nastepny rozdzial bo doczekac sie nie moge :3 / Abby :)
OdpowiedzUsuńKocham tę powieść, kocham ten blog. <3
OdpowiedzUsuńCodziennie sprawdzam, czy dodałaś nowy post. :-)
Dzięki za dedyk i przepraszam za moją długą nieobecność (wszystko przez wakacje :p)
OdpowiedzUsuńBłędy, błędy, błędy... ale i tak cię uwielbiam :D
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział ♥