Music

środa, 23 lipca 2014

"Tick, tock, tick, tock"

"Czas nuży i męczy tylko tych co żyją zajęci jedynie błahymi troskami" 



-Wszystkich trybutów prosimy o zebranie się i ustawienie dystryktami w kolejności od pierwszego do dwunastego zaczynając od dziewcząt w przedsionku obok sceny! Program rozpoczynie się za trzy minuty!-Teraz to solidnie spanikowałam. Blada jak ściana z przytłaczającymi mnie pytaniami, na które nie znałam odpowiedzi ruszyłam w stronę Kayli, która podskakiwała i piszczała z wrażenia. Jak ona sobie jeszcze nie połamała nóg na tych butach? Ja ledwie idę w szpilkach, które są o jakieś 10 centymetrów niższe od Kayli. Dobra! Koniec myślenia o mało istotnych sprawach. Za jakieś pół godziny wyjdę na tę scenę, usiądę na mam nadzieję miękkim fotelu i będę rozmawiać z Caesarem. Piękniejszego momentu nie można sobie wyobrazić. Zmierzając do pomieszczenia wskazanego przez piskliwy głosik w głośnikach ogarniała mnie narastająca panika. Dlaczego to musi być tak stresujące? Czemu nie mogę zachowywać się jak reszta trybutów? "Ponieważ poniekąd udajesz twarda. Tak naprawdę jesteś słaba jak stare drzewo." Czy ktoś pytał Cię o zdanie? Jeśli podczas wywiadu będziesz coś podpowiadał, znajdę sobie inny mózg. "Niby jak geniuszu?" Kiedyś na pewno wymyśla przeszczep mózgu. Zobaczysz, będę pierwszą klientką.
-Pierwszy trybut proszony o podejście do schodów. Życzymy Wam wspaniałych wywiadów.-ludzie kto zatrudnia te spikerki? Zaraz normalnie błona bębenkowa mi pęknie. Wspaniała Ruby własnie znikła za ściana, a wszystkie oczy skierowały się na niewielki telewizorek znajdujący się w przedsionku. Pewność siebie jaką prezentowała Ruby nie znała granic. Gadka o tym jak ona pozabija wszystkich, że wróci tutaj i będzie znowu rozmawiała z Caesarem przyprawiała mnie o mdłości. Jednak chyba tylko ja miałam takie odczucia. Reszta trybutów z wielką ciekawością pochłaniała jej słowa, a kiedy kończyła swą wypowiedź wielu oddychało z ulgą. Co tu się właściwie dzieje? Kiedy na scenie pojawił się chłopak z trójki wszyscy (oprócz mnie) wstrzymali oddech. Zaczęłam rozglądać się po wszystkich, jednak nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Dopiero kiedy wywiad się skończył, a na scenę została zaproszona Madeline natrafiłam na spojrzenie Chuck'a. Jednak było ono inne niż do tych czas. Patrzył na mnie z troską, współczuciem.... uczuciem. Czy dzisiaj wszyscy powariowali? Moje spojrzenie było obojętne, jednak po chwili wbrew mojej woli przerodziło się w pełne nienawiści i pogardy. W sumie zasłużył sobie na to. Ludzie, którzy tają przede mną rzeczy związane z moją osoba nie zasługują na moją przyjaźń ani nawet szacunek. Po chwili zniknął z mojego pola widzenia. Jeszcze tylko czterech trybutów i moja kolej. Co jeśli nie wytrzymam i rozbeczę się jak małe dziecko? Albo powiem coś, czego będę potem żałowała? I tak pewnie nie raz powiedziałam za dużo i w swoim czasie zostanie to wykorzystane przeciwko mnie, ale tutaj jest większe ryzyko. Informacje trafią prosto do Snow'a, a nie zmodyfikowane prze kilkanaście osób. "Dobrze, Clary weź głęboki oddech. Postaraj się przez chwilę nie myśleć o niczym." Czy nie powiedziałam Ci..."Bla, bla, bla. Jak już mówiłem uspokój się. Oczyść swoje myśli, wyłącz się całkowicie z otoczenia. Zapomnij o wszystkim co się zdarzyło i co ma się zdarzyć." Zapomnieć. Nie myśleć. Wyłączyć się.

***

-Clarisso, wiele o tobie słyszałem.
-Na prawdę?
-Naturalnie. Któż by nie słyszał o dziewczynie z popiołu!
-A, więc tak mnie nazywacie. Nie było czegoś lepszego? Popiół mi się źle kojarzy...- weź głęboki oddech. Na razie nic się nie dzieje. Wszystko jest okay.
-No tak... Wybacz, że poruszę ten temat, ale moi widzowie lubią czasem uronić łezkę. Jesteś sierotą, prawda?-O nie za szybko do tego przeszedł. Tylko nie płacz, tylko nie płacz....
-Tak. Od sześciu lat.
-Czy opowiesz nam jak to się stało?
- Spróbuję. Byłam wtedy.... na drugim końcu naszego dystryktu. Lubiłam przebywać od czasu do czasu w samotności. Teraz to dla mnie codzienność. Usłyszałam krzyki, oraz dostrzegłam dym z okolić, gdzie znajdował się mój dom. Bez zastanowienia tam pobiegłam. Kiedy już tam byłam, zobaczyłam palący się dom. Wszystko co w nim przeżyłam, te dobre jak i złe momenty, w jednym chwili po prostu były pożerane przez płomienie. Kawałek dalej dostrzegłam trzy martwe ciała, oraz moją matkę, która na kolanach błagała strażnika aby ją oszczędził. Jak dobrze wiecie, albo i nie, strażnicy w siódmym dystrykcie nie znają skruchy. Po prostu na moich oczach z całej siły uderzył ja zakrwawionym batem. Nie było już dla niej ratunku.-Poczułam napływające mi do oczu łzy. Nie! Clary uspokój się w tej chwili! Zamknęłam oczy i spuściłam głowę. W głębi duszy modliłam się aby Caesar nie drążył już tego tematu, oraz abym się nie rozkleiła.
-To na prawdę przykre. Musiał być to dla ciebie wielki cios. Ale jak wiemy pozostała Ci jeszcze ciotka.
-Tak. Jesteśmy, że sobą bardzo blisko. Z tego co wiem, źle zniosła rozłąkę ze mną. 
-Wszyscy wiemy, że ta rozłąka nie musi trwać wiecznie. Tegoroczni zawodnicy są sobie bardzo równi i ciężko nam wyłonić faworyta. 
-Nie wątpię w to. Mam jeszcze nadzieję, że kiedyś zobaczę moją kochaną ciocię i....-zamilkłam. Nie mogę teraz mówić o Sebastianie bo się całkowicie rozkleję. Nasze relacje może i zawsze były tylko przyjacielskie, ale po tym co stało w dniu Dożynek.....
-I kto Clarisso? Śmiało podziel się tym z nami. Czy chodzi o twojego przyjaciela?-to słowo bardzo podkreślił... Czyżby wiedział o nas coś więcej? Ledwie widocznie kiwnęłam głową.
-Dobrze nasz czas dobiega powoli końca. Czy twoja cudowna stylistka, przygotowała jakąś niespodziankę dla nas?
-Cóż.... z tego co mi mówiła tak. Jednak nie zdradziła co mam zrobić. Kazała skupić się na różach...- Nie miałam najmniejszej ochoty zachwycać tej bandy błaznów. Doskonale widziałam co mam robić.
-No własnie róże. Co mają oznaczać?
-Śmierć. A raczej zmarłe osoby mi bliskie. Ta symbolizuje mamę-delikatnie wyciągnęłam ją z włosów, pokazał dokładnie wszystkim i rzuciłam pod nogi.-Ta tatę-zrobiłam to samo co z poprzednią-Ta mojego brata, a ta..... zmarłą siostrę.-kiedy dwie ostatnie znalazły się tam gdzie poprzednie coś się stało. Jak zaczarowane ułożyły się w niewielki okrąg, a jakaś dziwna siła zaciągnęła mnie do niego. Wtedy róże zaczęły się palić, po nich tył mojej sukienki stanął w ogniu i po chwili cała byłam nim spowita, tylko znowu nic nie czułam. Wtedy jakby pod wpływem wiatru ogień zniknął ze mnie i zaczął samoistnie latać nad sceną. Cztery podłużne pasy ognia latały tam i z powrotem aż nagle wszystkie się zderzyły, powodują wielki huk i rozbłysk. Fajerwerki. Ale nie zwykłe fajerwerki. Zamiast zostać po nich trochę dymu, spod blaknącego światła "wynurzył" się strzelający napis- "Kosogłos Powstanie." Wszyscy byli tak zachwyceniu całym widowiskiem, że nie zwrócili uwagi na napis. Snow natomiast na pewno go zauważył. Kiedy wszelakie iskry wygasły wszystkie kamery i pary oczów skierowały się na mnie. Znowu byłam cała brudna. Jednak tym razem miałam na sobie ciężką czarną suknię, której dół ciągle płonął. W ręce natomiast trzymałam ogromne pióro. Pióro Kosogłosa.

***

-Co to do cholery miało być?-siedział w lodowatym pomieszczeniu, w którym wszystkie ściany były obite metalem. Na środku znajdowała się podłużna, przezroczysta tuba, do której za dziesięć minut miałam wejść. Wrzeszczałam na Jelenę, za jej lekkomyślne zachowaniu. Po moim wywiadzie Publiczność była zachwycona, ale nie władze. Zostałam odesłana właśnie do tego pomieszczenia wczorajszego wieczoru, pod eskortą chyba dwudziestu strażników. Dostałam dużą miskę wody, mydło i ręcznik, aby zmyć z siebie sadzę. Nie mam pojęcia jak zakończyły się wywiady, co pomyślały Johanna i Kayla o całym zajściu. Nie miałam sposobności, żeby nawet podziękować im za wszystko i powiedzieć głupiego "cześć" na do widzenia. Nie mogłam pożegnać się z tym cudownym mieszkaniem, pokojem, które służyły mi przez ten cały czas. Wszystko przez Jelenę.
-Nie krzycz na mnie. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy abyś była bezpieczna. Nie wszyscy chcieli abyś to ty była przywódczynią.
-O czym ty mówisz? O czym wy wszyscy mówicie? Jaką przywódczynią?
-Obiecałam, ze nic nie powiem, ale niewiedza nie pomoże Ci w tym do czego zostałaś wybrana. Nie przez przypadek zostałaś wylosowana. Cała kula z karteczkami zawierała twoje imię i nazwisko. Wszystko było ukartowane.
-Co?
-Przez wiele lat byłaś obserwowana przez naszych szpiegów za równo w siódemce jak i Kapitolu. Każde nagranie jakie zawierało twoją osobę, było dostarczane do naszej bazy w trzynastce i dokładnie analizowane. Tutaj Johanna kazała Ci nie ujawniać swoich umiejętności, tak? Nasz prezydent, Jackon, powiedział, że lepiej będzie jeśli inni nie będą widzieć w tobie nic nadzwyczajnego. Przeliczył się. Zawodowcy są o ciebie zazdrośni i na arenie nie będą się trzymać planu. Musisz wiedzieć, że to co będą robić oni oraz trybuci z dziewiątki, jest wbrew planu i będziesz musiała ich zabić. Rozumiesz?
-Tak mi się wydaje. Możesz trochę zwolnic i zacząć od...
-Nie mam na to czasu! Za chwile przyjdą strażniczy, aby mnie zabrać i zabić. Poświęcam swoje życie dla ciebie, gdyż wierze że dasz rade i wyzwolisz wszystkich spod władzy tyrana. Wiem, że jesteś na tyle inteligentna i doświadczenia życiowe pomogą Ci wymyślić wspaniały plan. Na arenie musisz zwerbować ludzi z trójki, bo tylko oni będą w stanie obejść wszelkie zabezpieczenia elektryczne i innego typu. Będziecie musieli wszyscy współpracować aby pozbyć się pozostałej siódemki i wydostać z areny.
-Pozostało pięć minut czasu.
-Mało. Za mało. Pamiętaj o wszystkim co Ci powiedziałam. Nie główkuj nad tym teraz. Ubieraj kostium.
-Jeleno, ale ja nie rozumiem. Dlaczego ja mam ich prowadzić do zwycięstwa? Czemu mam zabić siedem osób, skoro mówiłaś, że przeciwko są zawodowcy, czyli w tym wypadku cztery osoby i trybuci z dziewiątki, czyli razem sześć.
-Wśród Was jest zdrajca. Ubieraj buty.-Niczego z tego nie rozumiem. Czy tak ma wyglądać nowa rebelia? Wyobrażałam ją sobie inaczej. Zwłaszcza osobę, która miała przewodzić. To nie mogę być ja! Nie nadaję się do tego.... Mój strój był identyczny jak ten z treningów. Jelena starannie upięła mi włosy w wysokiego kucyka a wszystkie odstające krótsze włoski spina wsuwkami.-Wyglądasz świetnie. W prawej nodze masz ukryty...-nie wypowiada tego na głos, chociaż i tak mówi przyciszonym głosem. Monitoring w Kapitolu jest szczególnie przewrażliwiony na głos. Kiwam twierdząco głową na znak, że rozumiem, chociaż i tak nie wiem co mam ukryte w nogawce. Strój jest trochę grubszy niż ten z treningów.
-Pozostała minuta.-strach powoli przejmuje kontrole nad moim ciałem. Bez zastanowienia przytulam się do Jeleny.-Dziękuje Ci za wszystko.-szepczę. Odrywam się od niej po czym zerkam w oczy i bez głośnie mówię, żeby uciekała, jednak ona tylko się uśmiecha, przecząco kiwa głową i z całych sił wpycha mnie do tuby.
-Trzydzieści sekund.-Nie mam możliwości aby uratować Jelenę. Po wkroczeniu na metalowa tarczę drzwiczki w mgnieniu oka się zamykają uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę. Obracam się w okół własnej osi szukając najmniejszej szczelinki, która mogłabym rozwalić i wydostać się z tej małej przestrzeni.Po chwili nieudanych poszukiwań obracam się w stronę gdzie przed chwilą stała Jelena. Jednak nikogo tam nie zastaję. Gwałtownie rozglądam się po pomieszczeniu, jednak nie widać w nim żywej duszy.
-Jelena? Jelena?!-walę pięściami o twarde szkło. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi. Gwałtownie podniosłam wzrok. Zamarłam. W drzwiach stał nie kto inni jak Snow. Ubrany w idealnie czarny garnitur, z idealnie zaczesanymi siwymi włosy, wpatruje się obojętnym spojrzeniem.
-Dziesięć, dziewięć, osiem.-słyszę odliczanie, jednak w tamtej nie było ono dla mnie ważne. Snow z szyderczym uśmieszkiem, który wyłonił się spod jego śnieżnobiałych wąsów, idzie powoli w moim kierunku ciągnąc coś za sobą. a raczej kogoś. Zanim platforma ruszyła do góry, kątem oka dostrzegłam, że obok Snow'a znajduje się Jelena. Martwa i zakrwawiona. Nie mam nawet czasu, aby wydać z siebie jakiś dźwięk, gdyż platforma rusza. Ostatnie co usłyszałam to przeraźliwy śmiech Snow'a.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak informowałam oto ostatni rozdział części pierwszej. Jestem z siebie dumna, że zdążyłam go napisać. Z treści może mniej, ale opinię pozostawiam sobie. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Kolejny rozdział pojawi się najprawdopodobniej pod koniec Sierpnia lub na początku Września. W sobotę wyjeżdżam i wracam dopiero 24 Sierpnia. Nie wiem czy będę miała czas aby napisać cokolwiek, ale na pewno znajdę czas, aby wszystko dokładnie przemyśleć. Tak więc delektujcie się ostatnim rozdziałem części pierwszej i cierpliwie wyczekujcie, rozpoczęcia drugiej. 
Przy okazji dziękuje również za wiele ciepłych i motywujących komentarzy jak i również za te zawierające krytykę. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach będzie ich więcej.
Pozdrawiam wszystkich, udanych wakacji i buziaki :*
Natalia G. ♥


4 komentarze:

  1. idealne po prostu idealne! Świetny pomysł z tymi różami i wgl z tą sukienką :D Zaskoczyłaś mnie tym że ona nie została wybrana przypadkowo...
    Jestem strasznie ale to strasznie ciekawa kto jest tym zdrajcą :o
    I jestem jeszcze ciekawa co się dzieje z Chuckiem..
    do następnego :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ogarniam akcji xD Mam nadzieję, że zacznę nadążać później :p

    Pozdrawiam,
    lidzik

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne długą szukałam takiego opowiadania jak to, mam nadzieje że będziesz długo prowadzić tego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Noooo weeeeeź! Wstaw już coś, prooooszę ♥ Czekam już dwa tygodnie, codziennie od 1 września tu zaglądam ;c Miało być coś na początku września ;c

    OdpowiedzUsuń